Chłopiec przyklęknął przed przerażonym dzieckiem. Złapał je za ramiona, przytrzymał i patrząc mu prosto w oczy, powiedział:
– To nie przez ciebie. Pamiętaj, to nie twoja wina.
– Ale ja powinienem – chlipało dziecko.
– Nic nie musisz – łagodnie i stanowczo powiedział starszy chłopiec.
– Powinienem tam wejść – wyjąkał przerażony kilkulatek.
– Kto ci kazał?
– Tamten duży chłopak. Powiedział, że to przeze mnie, bo nie chciałem mu dać portmonetki.
– Co zrobił potem?
– Podpalił to i wrzucił tam mój plecak. Tata będzie się gniewał, jak wrócę bez niego.
– Nie będzie się gniewał. Obiecuję. Wiem.
Chłopiec przytulił młodszego braciszka, a wkrótce obaj znaleźli się w silnym uścisku męskich ramion.
– Jesteście cali, chwała Bogu – wyszeptał ich ojciec, tuląc ich do siebie jak największy skarb.
W tym czasie strażacy zaczęli gasić płonącą altanę, a policja legitymowała podpalacza zatrzymanego wcześniej przez rozzłoszczonych przechodniów.
– Wracamy do domu – zdecydował ojciec
– Ale…, mój plecak… tam – malec łkał, pokazując płonącą altanę.
– Plecak nie jest ważny. Ty jesteś – odpowiedział serdecznie ojciec.
Zaraz potem wstał i trzymając malca za rękę, poszedł w stronę domu. Za chwilę dogonił ich starszy chłopiec, który zadzwonił już do matki, mówiąc, że odnaleźli z ojcem młodszego braciszka.
Autor: Ewa Damentka