Morze traw – 38

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało. Wrażenie było tak silne, że Zyta wyciągnęła rękę do obrazu, żeby pogłaskać namalowane na niej łany dzikich traw.

– Uważaj – krzyknęła Kokoryczka, która już zdążyła przyzwyczaić się, że coś dziwnego dzieje się malowanymi przez nią pejzażami.

– Zyta, uważaj! – powtórzyła Jęczyduszka i rzuciła się, żeby powstrzymać Zytę przed dotknięciem pastelowego rysunku.

Udało się jej złapać Zytę za rękę, ale zrobiła to zbyt późno. Zyta dotknęła namalowanych traw i razem z Jęczyduszką zostały wciągnięte do obrazu. Obydwie znalazły się pośrodku bezkresnej przestrzeni i bezradnie rozglądały się dookoła.

– Co znowu zmalowałeś? – Merlin z groźną miną ruszył w stronę Merlinka, który przyglądał się tej scenie równie zaskoczony jak pozostali.

– Kokoryczko, czy skończyłaś malować już swój obraz – zagadnęła Babcia Jaga.

– Nie…, chciałam jeszcze dokończyć tło – odpowiedziała zmieszana Kokoryczka.

– To namaluj jeszcze dom, w którym dziewczyny będą mogły zanocować i przeczekać. Nie wiem, kiedy uda się nam je stamtąd wyciągnąć – poprosiła Babcia Jaga.

Kokoryczka dokończyła rysunek i zobaczyła, jak kolorowe plamki symbolizujące Zytę i Jęczyduszkę kierują się w stronę domu, którego czerwony dach i białe ściany zapraszały i dawały poczucie bezpieczeństwa.

Złota Rybka patrzyła zamyślona na obraz i szepnęła:

– Proszę namaluj jeszcze drugi rysunek, którzy przedstawia wnętrze domu. Przygotuj dla nich łóżka, stolik, krzesła, kuchnię i dobrze zaopatrzoną spiżarkę.

– No i domaluj tam telefon i komputer z internetem – dodał Głos.

Merlinek patrzył przerażony na pierwszy rysunek, z którego zniknęły postacie dziewcząt. Babcia Jaga dotknęła lekko jego ramienia. Gdy chłopiec przytulił się do niej ze szlochem, pogładziła go po głowie i powiedziała:

– Nie martw się, obydwie są już w domku, zobacz!

Chłopiec spojrzał na rysunek i odetchnął z ulgą, gdy zobaczył namalowaną Zytę i Jęczyduszkę, które zagospodarowywały się w swoim nowym domu.

– Ja… nie wiedziałem…., nie chciałem…, przepraszam – jąkał, wtulając się w Babcię Jagę.

„Merlinie, powstrzymaj swą złość” – Głos powiedział telepatycznie czarodziejowi – „tym razem to nie jego wina”.

– Co się stało? – zapytała Jagoda.

– Jeszcze nie wiemy – powiedział Merlin, patrząc surowo na Merlinka.

Potem popatrzył z powątpiewaniem na Kokoryczkę i zapytał:

– Czy masz jakieś pomysły?

– Taaaak – Kokoryczka – sięgnęła po kredkę i w domku dorysowała drzwi z napisem „Transporter – droga do domu”.

Zebrani popatrzyli na nią zdumieni, a ona dodała:

– Na szczęście pokazywałam dziewczynom mój ulubiony serial, czyli „Star Treka”.

Złota Rybka, Jagódka i Młody Adept rozluźnili się i uśmiechnęli. Starsi czarodzieje patrzyli zdziwieni, bo nie rozumieli, co to znaczy. Kokoryczka szybko namalowała pomieszczenie do teleportacji. Skończyła akurat w chwili, gdy Zyta i Jęczyduszka weszły do niego. Uśmiechnęła się, gdy Zyta podeszła do tablicy rozdzielczej i zaprogramowała ją.

Po chwili obie z Jęczyduszką znalazły się w pokoju.

– Co się stało? – zapytała Jęczyduszka.

– Nie wiemy – odpowiedziała Jagoda, która zmarszczyła brwi i uważnie przyglądała się Kokoryczce. Z podobną uwagą przyglądali się jej pozostali nauczyciele Szkoły Czarowania.

– Kochanie, chyba powinniśmy spędzać więcej czasu w twoim pokoju, czytać twoje książki i oglądać twoje filmy – zasugerowała Babcia Jaga.

– Serdecznie zapraszam – odpowiedziała Kokoryczka. Potem popatrzyła z żalem na swoje rysunki i dodała – nie wiem, co się dzieje, ale myślę, że na razie powinnam przestać malować.

– To nie będzie konieczne – skomentował Głos.

– Ależ to niebezpieczne – zaprotestowała Jęczydusza.

– Nie bardziej niż przejście przez drzwi – wyjaśnił Głos i dodał – nadchodzą ciekawe czasy. Myślę, że powinniśmy się nastawić na więcej niespodzianek.

„Ciekawe, co ty masz wspólnego z tą?” – pomyślał Merlin i surowo przyglądał się Merlinkowi, który puścił już Babcię Jagę i teraz stał cichutki jak trusia, udając że go nie ma.

„Tym razem nic, tylko mu się wydawało” – odpowiedział mu Głos.

„Możesz mi wyjaśnić, co się dzieje?” – zapytał Merlin.

„Chętnie, muszę jeszcze tylko sprawdzić parę rzeczy, a potem przedstawię tobie i Jadze moje spostrzeżenia”.

Zebrani uważnie przyglądali się pastelowym rysunkom namalowanym przed chwilą przez Kokoryczkę. Po chwili wszystkie straciły swoją holograficzną głębię i znowu stały się zwyczajnymi obrazkami.

Morze traw na pierwszym obrazie falowało, tak przynajmniej wydawało się patrzącym. Zyta przyglądała się pejzażowi z uśmiechem, ale tym razem już nie zamierzała go dotykać. Wzięła Jęczyduszkę za rękę i podziękowała jej za pomoc. Potem wszyscy udali się do kuchni, by zjeść solidny obiad. Dobry posiłek rzeczywiście przydał się po tak mocnych przeżyciach.

Autor: Archiwista SC

Miasto widoczne było – 36

Miasto widoczne było z daleka. Jego wieżowce były bardzo stare. Mimo tego dobrze służyły mieszkańcom miasta, którzy przybyli tu niedawno. Nie wiadomo, co stało się z budowniczymi – miasto przez wiele lat było opuszczone. Mimo tego bezbłędnie działały wszystkie instalacje – dopływała woda, odpływały ścieki i działał prąd. Niezawodne były też lodówki, pralki, suszarki i telewizory. Trochę trudu zajęło przybyszom nauczenie się obsługi komputerów, które znajdowały się w każdym mieszkaniu. Początkowo nowi mieszkańcy zastanawiali się, jak to możliwe. Jednak szybko zarzucali szukanie odpowiedzi na to pytanie i oswajali się z miastem i jego udogodnieniami… Żyli, wypełniali miasto swoimi planami i swoją obecnością. A ono dostosowywało się do nowych lokatorów. I tylko krasnoludki, mieszkające w jego podziemiach, wiedziały, jak jest stare i ilu grupom ludzi dotąd służyło.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Miasto widoczne było – 26

Miasto widoczne było z daleka. Jego wieżowce w środku miały przeważnie pustą przestrzeń – najczęściej kwadrat – tzw. okna dla smoków. Mieszkańcy miasta wierzyli, że niewidzialne smoki opiekują się nimi. Ponieważ wieżowce sięgały bardzo wysoko, zadbali, żeby smoki nie musiały omijać wieżowców, tylko mogły przelatywać przez nie. Nie wiadomo, czy smoki rzeczywiście z tego korzystały. Jednak mieszkańcy miasta wierzyli, że tak jest – i to było najważniejsze. Ich wierzenia wpływały na architekturę i codzienne życie.

Autor: Kokoryczka

Młoda kobieta – 106

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do lokalu.

Początkowo chciała się wycofać, bo odrzucała ją całkowita ciemność, jaka tam panowała. Jednak po namyśle zdecydowała się zostać.

Weszła w głąb sali i zobaczyła, jak stopniowo zapalają się światła. Towarzyszyła temu delikatna muzyka. Gdy kobieta znalazła się na środku sali, pomyślała, że to jest jej miejsce. Poczuła ciepło w okolicy serca i uśmiechnęła się. Wiedziała, że wróciła do siebie. Do własnego domu.

Autor: Jagódka

Drewniana łódka – 52

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce łódka odpłynęła, unoszona przez fale. Zaopiekowały się nią syreny, które zabrały ją na środek oceanu i woziły nią małe syrenki i trytony, pokazując im rajskie wyspy, na których urządzały ciekawe zabawy.

Autor: Mgiełka-Iskierka

Drewniana łódka – 51

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce woda zaczęła chlapać na środek pokoju. Kokoryczka odskoczyła od sztalugi i z niedowierzaniem patrzyła na swój rysunek, z którego wylewała się woda. Do pracowni wpadł Merlin, mrucząc coś pod nosem i wykonując jakieś dziwne gesty. Za nim weszły Złota Rybka, Jagoda i Babcia Jaga. Babcia podeszła do rysunku i dotknęła go. Woda przestała się z niego wylewać, ale pastelowy morski pejzaż zmienił się. Nie przypominał już rysunku, tylko przestrzenny hologram.

Kokoryczka popatrzyła pytająco na Babcię Jagę, a wszyscy zebrani patrzyli pytająco na Kokoryczkę.

– Co to było? – pierwsza odezwała się Jagoda.

– Nie wiem – mruknął Merlin i, spoglądając na Kokoryczkę, dodał – jesteś pewna, że nie masz czarodziejskich zdolności?

– Chyba nie – odpowiedziała Kokoryczka.

– Też tak myślałam – odezwała się Złota Rybka, patrząc na nią z powątpiewaniem.

– Dziwne rzeczy się tu dzieją – skomentowała Babcia Jaga, udając, że nie widzi Merlinka, który schował się za szafą i usiłował powstrzymać wstrząsający nim chichot.

Merlin też zauważył chłopca i z zawziętą miną ruszył w jego stronę, ale zatrzymał się na znak dany przez Babcię Jagę.

– Kokoryczko – zagaiła Babcia – chodź z nami do biblioteki, a tymczasem Merlin zostanie w pracowni i sprawdzi, co się tu stało.

Babcia Jaga, mówiąc to, uśmiechnęła się, widząc przerażoną minę Merlinka. Pomyślała, że mały sprawi im jeszcze niejedną niespodziankę, a teraz musi sam zmierzyć się ze skutkami swych żartów. Posłała telepatyczny przekaz – „Merlinie, nie bądź zbyt okrutny”. Wkrótce nadeszła odpowiedź – „Jasne, że nie będę, ale trochę poudaję, przynajmniej na początku”.

Autor: Archiwista SC

Wiosenny las – 59

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i śpiewał. Brał udział w zajęciach chóru. Był nieśmiały i przy ludziach nie potrafił wydobyć z siebie pełnego głosu. Więc przychodził do lasu i ćwiczył. Śpiewał coraz głośniej, mając nadzieję, że kiedyś z równą swobodą i odwagą zaśpiewa przed ludźmi, chociażby na cotygodniowych spotkaniach osiedlowego chóru.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Starannie zapastowana podłoga – 42

Starannie wypastowana podłoga lśniła jak złoto i błyszczała jak lustro. Odbijały się w niej małe wróżki latające po pokoju. Trafiły tu przypadkiem i fruwały rozweselone, dziwując się, jaki piękny porządek potrafią utrzymać ludzie. Usłyszały ciężkie człapanie, pomieszane z szuraniem kapci, więc schowały się za meblami i pod łóżkiem. Zobaczyły postać starszej osoby w szlafroku, która zapaliła światło i długo wpatrywała się w pokój, jakby czegoś szukała. Wreszcie, kręcąc z niedowierzaniem głową, odwróciła się i wolno poczłapała z powrotem. Być może wróciła do sypialni. Ponieważ postać zapomniała zgasić światło, wróżki pofruwały jeszcze, bawiąc się, oglądając pokój i rozsiewając czarodziejski pyłek. Kilka z nich pofrunęło w głąb domu, żeby pyłek roznieść do innych pomieszczeń. Do sypialni wdmuchnęły go przez dziurkę od klucza, żeby nie budzić małżeństwa, które tam spało. Tym razem były spokojne i działały cichutko. Obiecały sobie, że będą tu wracać. Ciekawe też były, czy staruszkom spodobają się ich prezenty. Czy w ogóle zauważą, że czarodziejski, życiodajny pyłek znalazł się w ich mieszkaniu? Ciekawe wróżki nawet nie zdawały sobie sprawy, że tym, co szczególnie spodobało się im w tym mieszkaniu była starannie zapastowana podłoga. Warto tu przylatywać, choćby dla niej!

Pierwsze promienie wschodzącego słońca przywitały się z wypastowaną podłogą, a wróżki, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, odleciały do swojej krainy. Zachowywały się cichutko, żeby nie budzić domowników. Tymczasem starannie wypastowana podłoga nadal lśniła jak złoto i błyszczała jak lustro. Odbijało się w niej słoneczne światło. Ziemia budziła się. Była gotowa rozpocząć nowy dzień…

Autor: Brzozowa Bajdulka