Polną drogą – 61

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył siebie samego sprzed lat. Już kiedyś szedł tą drogą. Był wówczas zagubiony, niepewny siebie i bał się nieznanego. Trochę wcześniej przeżył zawód miłosny i nie wierzył, że jeszcze ktokolwiek zechce z nim być.

Teraz uważnie obserwował postać dawnego siebie i zobaczył, że wypadają z niej różne przedmioty – z głowy, serca, nóg, rąk, tułowia…

Podszedł do nich i zaczął je podnosić. Rozpoznał wiarę w siebie, nadzieję, istotę siebie, zaufanie do siebie, sens życia, poczucie własnej wyjątkowości i własnej wartości.

Przytulił je i przywitał się z nimi jak z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Odzyskał to, czego mu brakowało. Z sympatią popatrzył chwilę na oddalającą się postać Dawnego Siebie. Potem – cały i kompletny – wrócił do domu.

Autor: Jagoda

Na marmurowym blacie – 72

Na marmurowym blacie leżała otwarta stara księga. Jej karty kryły wiele przydatnych porad. Głupie wróżki i głupi czarodzieje! Sądzą, że księga kryje w sobie tylko białą magię. Nie wiedzą, że czarna jest konieczna, by biała mogła zadziałać. Wystarczy znać klucz i można w niej rozszyfrować wszystkie czarne zaklęcia, jakie tylko chce się zastosować. Ha, ha, ha, ha!

Autor: Baba Jaga

Przy pięknej starej toaletce – 58

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że była leciutka i miała skrzydła.

Z gracją unosiła się w powietrzu, tańcząc z wiatrem. Potem leciała nad piękną łąką i obserwowała wspólny taniec wielu motyli, które wykonywały skomplikowane akrobacje i cieszyły się swoim pięknem i swoimi możliwościami. Dołączyła do ich i też cieszyła się ze wspólnej zabawy. Następnie pofrunęła nad rzeczkę, gdzie tańczyła z ważkami. Nauczyła się od ich muskać taflę wody i odbijać się od niej jak od trampoliny.

Na koniec wróciła do swojego pokoju. Wślizgnęła się pod kołdrę i zasnęła we własnym łóżku.

Teraz, czesząc włosy, dalej czuła lekkość, swobodę i wolność, których doświadczała we śnie.

Autor: Jęczyduszka

Morska piana – 40

Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli i rozglądali się ciekawie. Chłonęli piękne widoki i świeże powietrze. Niedługo wracają do domów, do szkół i uczelni, do biur, sklepów i fabryk. Chcą zapamiętać jak najwięcej, by wspomnienia wystarczyły im do kolejnych wakacji.

Autor: Zyta

Delikatna mgiełka – 66

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły skowronek obserwował budzący się dzień. Śpiewał całym sercem, rozkoszując się rześkością poranka i nadzieją, jaką niosły ze sobą promienie słońca.

Autor: Jagódka

Na dnie szuflady – 67

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Młoda kobieta ze wzruszeniem oglądała pamiątki pozostałe po niedawno zmarłej babci. Zapytała swoją mamę, czy to ona podarowała babci kamyczek i fiołki, i kto jest na starej pożółkłej fotografii.

Mama odpowiedziała z uśmiechem, że te prezenty babcia dostała od mężczyzny, który próbował ją zbałamucić. Był bardzo przystojny, elokwentny i miał niecne zamiary, o czym babcia dowiedziała się zupełnym przypadkiem.

Trzymała te prezenty na pamiątkę, żeby zawsze pamiętać, że nie powinno się ulegać powierzchownemu pięknu. Zawsze należy sprawdzać piękno ukryte w sercu i podtrzymywać przyjazną więź wyłącznie z ludźmi o pięknym wnętrzu.

Zaglądała do tej szuflady po każdorazowej kłótni z dziadkiem. Przypominała sobie dawną historię i gniew znikał. W końcu to dziadek uchronił ją przed kompromitacją i być może olbrzymią tragedią.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Była sobie łąka – 71

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Kobieta powracająca ze spaceru przystanęła na chwilę i z zachwytem przyglądała się swojemu domowi.

Po przejściu na emeryturę zdecydowała się tu zamieszkać, z dala od tłumu ludzi i gwaru miasta. Było jej tu bardzo dobrze. Natomiast dopiero teraz zdała sobie sprawę z piękna, jakie ją otacza – niezwykłej urody łąka, cudowny dom, fantastyczna harmonia. Widoki, dźwięki i zapachy, które tworzą niezwykłą symfonię – i to jest jej świat. Jej prywatny raj na Ziemi.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Morska piana – 23

Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli, zajmowali się sobą i nie zauważali małej dziewczynki, która przycupnęła na skałach. Skuliła ramionka, jakby chciała się jeszcze bardziej zmniejszyć. Nerwowo rozglądała się dookoła, jakby się czegoś obawiała. Morska piana gładziła jej nóżki i ramiona. Czasami otulała, jakby chciała zasłonić ją przed światem.

Obok dziewczynki rozbłysło światło, którego spacerowicze też nie zauważyli i na ułamek sekundy pojawiły się olbrzymie dłonie, które podniosły ją i zabrały ze skalnego wybrzeża. Dziewczynka została przeniesiona do podmorskiego pałacu. Tam, w siedzibie Neptuna, czekali już na nią Merlin i Krasnoludek.

– Marysiu, niepokoiliśmy się o ciebie, na Ziemi teraz nie jest bezpiecznie – powiedział Merlin.

– Czemu uciekłaś? – zapytał Krasnoludek.

Dziewczynka była blada i trzęsła się.

– Nnnie wwwwiem, ccco sssię sssstałłło. Bbbyyyłam w sssali z innnnnymmi ucznnniammmi i nnnaaagle zzznalllaazłłłam sssię nnnna tttej ppplaży – wyjąkała.

Jedna z nereid przytuliła dziewczynkę i surowo popatrzyła na czarodzieja i Krasnoludka

– Nie widzicie, że jest przerażona? Dajcie jej odpocząć.

– Zanieśmy ją do Lustra Prawdy i Przeznaczenia – zaproponował Neptun.

– Czy to bezpieczne? – zaniepokoił się Krasnoludek.

– Chyba nie mamy wyjścia – mruknął Merlin.

– Bbboję sssię – trzęsła się Marysia.

Syreny zaczęły śpiewać kołysankę i dziecko zasnęło, rozluźniło się i z jego rączki wypadł czarny kamyczek z dziwnymi napisami.

– A co to takiego? – zapytał zdziwiony Krasnoludek.

– Lustro chyba nie będzie potrzebne – zauważył Neptun

– Tak, to robota Merlinka – odparł wściekły Merlin – chłopak przekroczył już granicę przyzwoitości.

Neptun położył Merlinowi rękę na ramieniu i rzekł:

– Rozumiem cię, ale zalecam ostrożność, umiar i dyskrecję. On nie może wiedzieć, że ty już wiesz, którą drogą zaczął podążać.

Merlin zacisnął zęby. Widać było, że nadal jest wzburzony.

Neptun kontynuował:

– Zostawcie u nas to dziecko, zaopiekujemy się nią. Wracajcie do szkoły, żeby chronić pozostałych.

Krasnoludek patrzył na Marysię z żalem i powiedział:

– Miałem nadzieję, że w Szkole Czarowania będzie bezpieczna.

– Na pewno będzie – odpowiedział Neptun – zadbacie o to.

Marysia spała w ramionach syreny, a jej buzia była rozluźniona i uśmiechnięta.

Merlin uspokoił się siłą woli i powiedział do Krasnoludka.

– Tutaj jest naprawdę bezpieczna. Wrócimy po nią, jak uporamy się z tym, co zaczęło wydarzać się w szkole.

Podniósł kamyczek z napisami, wyciągnął swoją różdżkę, machnął nią dwa razy i wraz z błyskiem światła otworzyło się przejście do Szkoły Czarowania. Przeszli do niej razem z Krasnoludkiem, a Marysia nadal spała. Syreny przeniosły ją do łóżeczka i otuliły kołderką utkaną z delikatnych miłych snów i dźwięków kojącej muzyki.

Tymczasem morska piana nadal wypatrywała na skalistym nadbrzeżu ludzi, którym Neptun i syreny mogliby pomóc.

Autor: Archiwista SC

Nitki babiego lata – 81

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki…

Początkujący poeta leżał na łące. Niczym pastuszek z obrazu Chełmońskiego bawił się fruwającymi nitkami babiego lata i wymyślał swój pierwszy wiersz.

Zapisze go w notesie, gdy wróci do domu.

Autor: Brzozowa Bajdulka