Amazonka cieszyła się galopem oraz wiatrem pieszczącym jej twarz i rozwiewającym włosy. Jej rączy koń też wyglądał na zadowolonego. Mijali właśnie kolejną łąkę, gdy oślepiło ich jaskrawe światło. Koń wyczuł przed sobą niespodziewaną przeszkodę. Przeskoczył nad nią z gracją. Pogalopował chwilę, potem zwolnił, wreszcie stanął. Nadal nic nie widział. Amazonka również. Koń pochylił łeb i skubnął trochę zielonej trawy. Odezwał się:
– Księżniczko, jesteś cała?
– Aks, Kasztanku, Aks. Proszę pamiętaj, że chwilowo wyrzekłam się imienia i tytułów. To bardzo ważne.
– Dobrze Aks, ale chyba nikt nas teraz nie widzi i nie słyszy. Łąka jest duża.
– Nie wiemy, gdzie jesteśmy. Nie widzieliśmy żadnej przeszkody, a jednak ją wyczułeś i pokonałeś.
– Prawda – mruknął Kasztanek – przepraszam.
– W porządku, tylko bądźmy ostrożni, licho nie śpi – pojednawczym tonem odpowiedziała Aks i poklepała Kasztanka po szyi.
Wzrok powracał stopniowo. Po kilku minutach widzieli już wyraźnie. Rozglądali się uważnie i z ciekawością. Byli zdziwieni, bo znajome lasy i łąki zniknęły. Nie widać też było wysokiej góry z zamkiem na szczycie i gospodarczymi zabudowaniami na zboczach. Niebo miało dziwną barwę.
– Co robimy? – zapytał Kasztanek.
– Ruszamy, rozejrzyjmy się. Pamiętaj, że nazywam się Aks. Poza tym lepiej w ogóle się nie odzywaj, bo nie wiemy, czy w tym świecie będziesz bezpieczny – szepnęła księżniczka.
Autor: Archiwista SC