Morze traw – 46

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało. Patrząc na ludzi, widzimy osoby, które stoją niewzruszenie i osoby falujące na wietrze zdarzeń, koncepcji i idei. Są też ptaki, które, jakby mogło się wydawać, są porywane i niesione przez wiatr, ale jest inaczej. Ptaki wykorzystują prądy wiatrów, by skutecznie przemierzać wielkie odległości.

dla Krzysztofa napisał Adam

Morze traw – 45

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało drzewo, na którym siedziała sowa.

Sowa poleciała do doktora i i głośno pohukiwała:

– Jestem chora!!!

Doktor rzecze:

– Droga sowo, czy coś nie tak z twoją głową?

– Chyba tak, wszystko u mnie jest na wspak. Tylko doktorowi powiem, że mam pomieszane w głowie. W dzień śpię, latam w nocy i od tego bolą mnie oczy.

Zdziwiony doktor rzekł:

– Jeśli w nocy lata sowa, to znaczy, ze jest zdrowa. Wszystko masz sowo w głowie poukładane, gdy wracasz do dziupli nad ranem.

Sowa radośnie pohukała i w ciemną noc na łowy poleciała.

Ciekawe, jak często my myślimy o sobie przewrotnie, wbrew rzeczywistości?

Autor: Danuta Majorkiewicz

Morze traw – 44

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało i rozsiewało wspaniały zapach ziemi i soczystych traw. Zapach dobiegał nawet do domku leżącego za dalekim lasem. Przypominał o przestrzeni, lataniu i wolności. Chłopiec, który uczył się do egzaminów, uśmiechnął się i pomyślał, że niedługo nadejdą wakacje, a wtedy on będzie swobodnie biegał i będzie robił wszystko, na co będzie miał ochotę. Rozluźniony pochylił się znowu nad książką i swoimi notatkami. Nauczy się i będzie wolny. Całe wakacje przed nim. Tyle przygód, ile tylko zapragnie.

Autor: Ewa Damentka

Morze traw – 43

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało. Chmury na niebie przepływały swobodnie. Pobliski strumyk huczał dostojnie i nie przestawał. Turyści, wynajmujący domek obok strumyka, pierwszej nocy prawie nie spali. Szum wody wybudzał. Po górskich wędrówkach i przyzwyczajeniu do szumu, sen w następnych dniach był już normalny.

Autor: Adam

Morze traw – 42

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało. Z traw nagle wyłoniła się głowa jelenia. Jego poroże było doprawdy imponujące. Nagle coś go spłoszyło i wtedy dało się ujrzeć jeszcze cztery łanie w podskokach podążające za nim.

Autor: Małgorzata

Morze traw – 41

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało gorące powietrze. Było upalnie. Nad morzem traw, ogrodami i polami złocistych zbóż unosiło się piękne, lekkie, zwiewne lato. W sukni malowanej kolorami pasteli. Powłóczystej jak tren. W słomkowym kapeluszu kwiatami przybranym.

Lato z miłością otulało swym ciepłem wszystko dookoła. Ludzie zażywali słonecznych kąpieli, cieszyli się i czerpali energię.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Morze traw – 39

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało. Bardzo lubiłam ten widok. Brakuje mi go teraz, gdy mieszkam w wielkim mieście. Ale od czego są wspomnienia? Przypominam sobie czasem te trawy i tę sarenkę, która przez długą chwilę stała obok mnie. Wiatr był dla mnie pomyślny i sarna zobaczyła mnie dopiero wtedy, gdy leniwie odwróciła głowę w moim kierunku. Wtedy szybko zniknęła w trawach. Ja zostałam i podziwiałam rozciągające się przede mną morze wysokich traw.

Autor: Ewa Damentka

Morze traw – 38

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało. Wrażenie było tak silne, że Zyta wyciągnęła rękę do obrazu, żeby pogłaskać namalowane na niej łany dzikich traw.

– Uważaj – krzyknęła Kokoryczka, która już zdążyła przyzwyczaić się, że coś dziwnego dzieje się malowanymi przez nią pejzażami.

– Zyta, uważaj! – powtórzyła Jęczyduszka i rzuciła się, żeby powstrzymać Zytę przed dotknięciem pastelowego rysunku.

Udało się jej złapać Zytę za rękę, ale zrobiła to zbyt późno. Zyta dotknęła namalowanych traw i razem z Jęczyduszką zostały wciągnięte do obrazu. Obydwie znalazły się pośrodku bezkresnej przestrzeni i bezradnie rozglądały się dookoła.

– Co znowu zmalowałeś? – Merlin z groźną miną ruszył w stronę Merlinka, który przyglądał się tej scenie równie zaskoczony jak pozostali.

– Kokoryczko, czy skończyłaś malować już swój obraz – zagadnęła Babcia Jaga.

– Nie…, chciałam jeszcze dokończyć tło – odpowiedziała zmieszana Kokoryczka.

– To namaluj jeszcze dom, w którym dziewczyny będą mogły zanocować i przeczekać. Nie wiem, kiedy uda się nam je stamtąd wyciągnąć – poprosiła Babcia Jaga.

Kokoryczka dokończyła rysunek i zobaczyła, jak kolorowe plamki symbolizujące Zytę i Jęczyduszkę kierują się w stronę domu, którego czerwony dach i białe ściany zapraszały i dawały poczucie bezpieczeństwa.

Złota Rybka patrzyła zamyślona na obraz i szepnęła:

– Proszę namaluj jeszcze drugi rysunek, którzy przedstawia wnętrze domu. Przygotuj dla nich łóżka, stolik, krzesła, kuchnię i dobrze zaopatrzoną spiżarkę.

– No i domaluj tam telefon i komputer z internetem – dodał Głos.

Merlinek patrzył przerażony na pierwszy rysunek, z którego zniknęły postacie dziewcząt. Babcia Jaga dotknęła lekko jego ramienia. Gdy chłopiec przytulił się do niej ze szlochem, pogładziła go po głowie i powiedziała:

– Nie martw się, obydwie są już w domku, zobacz!

Chłopiec spojrzał na rysunek i odetchnął z ulgą, gdy zobaczył namalowaną Zytę i Jęczyduszkę, które zagospodarowywały się w swoim nowym domu.

– Ja… nie wiedziałem…., nie chciałem…, przepraszam – jąkał, wtulając się w Babcię Jagę.

„Merlinie, powstrzymaj swą złość” – Głos powiedział telepatycznie czarodziejowi – „tym razem to nie jego wina”.

– Co się stało? – zapytała Jagoda.

– Jeszcze nie wiemy – powiedział Merlin, patrząc surowo na Merlinka.

Potem popatrzył z powątpiewaniem na Kokoryczkę i zapytał:

– Czy masz jakieś pomysły?

– Taaaak – Kokoryczka – sięgnęła po kredkę i w domku dorysowała drzwi z napisem „Transporter – droga do domu”.

Zebrani popatrzyli na nią zdumieni, a ona dodała:

– Na szczęście pokazywałam dziewczynom mój ulubiony serial, czyli „Star Treka”.

Złota Rybka, Jagódka i Młody Adept rozluźnili się i uśmiechnęli. Starsi czarodzieje patrzyli zdziwieni, bo nie rozumieli, co to znaczy. Kokoryczka szybko namalowała pomieszczenie do teleportacji. Skończyła akurat w chwili, gdy Zyta i Jęczyduszka weszły do niego. Uśmiechnęła się, gdy Zyta podeszła do tablicy rozdzielczej i zaprogramowała ją.

Po chwili obie z Jęczyduszką znalazły się w pokoju.

– Co się stało? – zapytała Jęczyduszka.

– Nie wiemy – odpowiedziała Jagoda, która zmarszczyła brwi i uważnie przyglądała się Kokoryczce. Z podobną uwagą przyglądali się jej pozostali nauczyciele Szkoły Czarowania.

– Kochanie, chyba powinniśmy spędzać więcej czasu w twoim pokoju, czytać twoje książki i oglądać twoje filmy – zasugerowała Babcia Jaga.

– Serdecznie zapraszam – odpowiedziała Kokoryczka. Potem popatrzyła z żalem na swoje rysunki i dodała – nie wiem, co się dzieje, ale myślę, że na razie powinnam przestać malować.

– To nie będzie konieczne – skomentował Głos.

– Ależ to niebezpieczne – zaprotestowała Jęczydusza.

– Nie bardziej niż przejście przez drzwi – wyjaśnił Głos i dodał – nadchodzą ciekawe czasy. Myślę, że powinniśmy się nastawić na więcej niespodzianek.

„Ciekawe, co ty masz wspólnego z tą?” – pomyślał Merlin i surowo przyglądał się Merlinkowi, który puścił już Babcię Jagę i teraz stał cichutki jak trusia, udając że go nie ma.

„Tym razem nic, tylko mu się wydawało” – odpowiedział mu Głos.

„Możesz mi wyjaśnić, co się dzieje?” – zapytał Merlin.

„Chętnie, muszę jeszcze tylko sprawdzić parę rzeczy, a potem przedstawię tobie i Jadze moje spostrzeżenia”.

Zebrani uważnie przyglądali się pastelowym rysunkom namalowanym przed chwilą przez Kokoryczkę. Po chwili wszystkie straciły swoją holograficzną głębię i znowu stały się zwyczajnymi obrazkami.

Morze traw na pierwszym obrazie falowało, tak przynajmniej wydawało się patrzącym. Zyta przyglądała się pejzażowi z uśmiechem, ale tym razem już nie zamierzała go dotykać. Wzięła Jęczyduszkę za rękę i podziękowała jej za pomoc. Potem wszyscy udali się do kuchni, by zjeść solidny obiad. Dobry posiłek rzeczywiście przydał się po tak mocnych przeżyciach.

Autor: Archiwista SC

Morze traw – 37

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało. Czasami trawy stoją, a kiedy indziej mocno się kładą, gdy jest sztorm. Nie wiatr, a sztorm. Kiedy jest silny wiatr, to jest i burza. Czy mamy wpływ, by uspokoić burzę? Czy robią to siły przyrody? Prawdopodobnie można wtedy pomyśleć o łanach traw, które stoją prosto.

dla Krzysztofa napisał Adam