W dolinie – 59

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, na kocyku spał szary kotek. Mimo że myszy biegały i hałasowały, nie spowodowało to przebudzenia kota. Mruczek spał głęboko, co jakiś czas robiąc śmieszne miny. Po chwili na poddasze weszła kilkuletnia dziewczynka, która podeszła do swojego pupila. Pogłaskała kotka, który przekręcił się na drugi bok, przy okazji rozciągając się.

– Skarbie! Idź spać. Raniutko wychodzimy do przedszkola! – zawołała z dołu matka dziewczynki.

dla Kruszynki napisał Sokolik

W dolinie – 58

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, mieszkał Muminek, który chodził po pokoju, myśląc, ile wspaniałych przygód czeka go jutro od rana. Miał już zaplanowaną wycieczkę, porządki, zabawy. Wiedział, że będzie to ekscytujący dzień, jak każdy który spędzi w swoim towarzystwie i wśród przyjaciół.

dla Kruszynki napisała Małgorzata

W dolinie – 57

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, spała mała dziewczynka. Przytulała do siebie misia i razem z nim zwiedzała baśniową krainę. Spała spokojnie, bo rodzice zgodzili się, żeby w jej pokoiku zawsze świeciła się lampka. Dzięki temu zniknęły jej senne koszmary, a ona sama przestała się bać nocy. Za każdym razem, kiedy zasypiała, śniło się jej coś miłego i serdecznego.

dla Kruszynki napisała Ewa Damentka

W dolinie – 56

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, znajdowała się pracownia. Była to pracownia rzeźbiarska. Jej użytkownik potrafił z gliny zrobić wszystko. Były to rzeczy mniej lub bardziej przydatne, ale były też przedmioty, które można było uznać za pamiątki lub prezenty. Ów rzeźbiarz miał swoje ulubione miejsce na Starym Mieście, gdzie sprzedawał swoje wyroby. Ową sprzedaż prowadził już bardzo długo i zauważył, że jedne osoby kupują na przykład użyteczne talerze i wazony, a inne osoby kupują pamiątki.

dla Kruszynki napisał Adam

W dolinie – 55

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, było dwoje ludzi. Życzliwi dla siebie, kładli się już spać. Wiedzieli, że rano przywita ich piękny świt i obowiązki, które jednak dadzą radość.

Autor: Małgorzata

W dolinie – 54

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, siedziała kobieta, mama małej dziewczynki, i szyła dla niej pierwszą sukieneczkę. Od czasu do czasu spoglądała na małą córeczkę spokojnie śpiącą w łóżeczku. Z jasną, lekko uśmiechniętą twarzą. Na łóżku obok spał szczęśliwy tata, lekko posapując.

dla Kruszynki napisała Danuta Majorkiewicz

Mróz malował – 46

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć parę zakochanych, którzy nie potrafili się rozstać. Już od godziny stali na ganku, patrząc sobie w oczy i trzymając się za ręce. Wokół nich wirowały śnieżynki, które błyszczały w świetle latarni, a oni nie zwracali na nie uwagi. Byli we własnym wiosennym świecie, mimo panującej zimy. Mama dziewczyny pomyślała, że pewnie się przeziębi, więc trzeba będzie przygotować malinową herbatę i gorącą kąpiel. Babcia patrzyła rozpromieniona, szczęśliwa, że jej pragmatyczna wnuczka wreszcie się zakochała. Tylko ojciec zmarszczył brwi i zastanawiał się, czy jego córka zadaje się z właściwym mężczyzną. Zakochani nie zdawali sobie sprawy z tego, że wywołują tak wielkie zainteresowanie rodziny, a śnieżynki też zdawały się tym nie przejmować, tylko dalej tańczyły wokół młodych.

Autor: Ewa Damentka

Mróz malował – 45

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć bajkowy pejzaż – drzewa i krzewy pokryte śnieżnym puchem, zasypaną ścieżkę i białe śnieżynki wirujące w powietrzu i opadające na ziemię z lekkością i wdziękiem.

Autor: Ewa Damentka

Mróz malował – 44

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć, że nie tylko u mnie szwankuje centralne ogrzewanie. Inne okna, zwykle czyste i pokazujące wnętrza mieszkań, teraz też były zaszronione i tylko gdzieniegdzie pojawiały się małe kółeczka – wizjery wychuchane przez sąsiadów. Cóż, widok jest uroczy, ale jest zimno, a ja już przyzwyczaiłam się do miejskich wygód. Ciekawe, kiedy ogrzewanie zostanie naprawione?

Kokoryczka z wielkim zdziwieniem przeczytała tekst umieszczony na ręcznie iluminowanej karcie starożytnej czarodziejskiej księgi.

Pytająco popatrzyła na Babcię Jagę.

– To jeden z naszych najstarszych tekstów – powiedziała Babcia.

– To napisali czarodzieje? Trudno mi uwierzyć. Mógłby być pisany przeze mnie lub którąś z moich ziemskich koleżanek – skomentowała zdziwiona Kokoryczka.

– Fakt, niezbyt pasuje do innych notatek, które pozostawili nam przodkowie. W księdze jest jeszcze kilka takich niespodzianek.

– Czemu mi to pokazujesz?

– Kokoryczko, już wiele razy zaskoczyłaś nas. Mam nadzieję, że z twoją pomocą uda się nam rozwiązać zagadkę tych starożytnych przekazów.

– No, nie wiem…

– Mamy czas. Czuję, że już niedługo wydarzy się coś, co nam pomoże.

Babcia Jaga uśmiechnęła się do Kokoryczki i wyszła z sali. Kokoryczka tymczasem została w czytelni. Zaczęła kartkować starą księgę, szukając innych zaskakujących tekstów, tych o których wspomniała jej rozmówczyni.

Autor: Archiwista SC