Morska piana – 14

Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli i podziwiali widoki. Urokliwe nadmorskie miasteczko oferowało wiele atrakcji. Jednak nic nie mogło się równać z pięknem morza, nadmorskich skał i nieba, które otulało sobą bezkresne morze, cudowne plaże i ludzi, którzy tutaj wypoczywali.

Autor: Ewa Damentka

Morska piana – 11

Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli, rozmyślali, oglądali widoki. Niektórzy szli w grupach, inni samotnie i spoglądali w swoje smartfony.

Na nadmorskiej skale, zamiast syrenki, siedział mężczyzna i zadumany patrzył w dal, na rozległe morze, jakby wyczuwał, że na horyzoncie pojawi się coś, na co czeka od dawna.

dla Jurka napisała Ewa Damentka

Morska piana – 8

Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli spokojnie, nigdzie się nie spieszyli. Byli na wakacjach. Odpoczywali. Zapominali o codziennych obowiązkach i rozkoszowali się wiatrem, słońcem, morzem i wakacjami.

Autor: Ewa Damentka

Chłopiec przyklęknął – 31

Chłopiec przyklęknął przed przerażonym dzieckiem. Złapał je za ramiona, przytrzymał i patrząc mu prosto w oczy, powiedział: „To nie przez ciebie. Pamiętaj, to nie twoja wina. To przypadek”. Trzymał, je tak długo, aż dziecko przestało się trząść. Gdy zaczęło przytomniej patrzeć, chłopiec, mówiąc: „On to zrobił, nie ty”, pokazał mu prawdziwego sprawcę zamieszania – małego psiaka, który ściągnął ze stołu obrus ze wszystkim, co się na nim znajdowało, po czym bez skrępowania i żadnego wstydu zaczął chłeptać mleko, które wylewało się z przewróconego kartonu.

dla Danusi napisała Ewa Damentka

Morska piana – 4

Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli między nimi kosmici, którzy wybrali się na rekonesans. Chcieli sprawdzić, czy Ziemia nadaje się do skolonizowania. Przypadkowo wybrali się do modnego kurortu. Tłumy ludzi, gwar rozmów i hałas muzyki dobiegającej z każdego baru przyprawiały ich o ból głowy. Wrócili na swój statek z rekomendacją, by poszukać spokojniejszej planety, która ma nieco mniej mieszkańców, na których łatwiej będzie wpływać niż na roznegliżowany i rozgadany tłum ludzi, którzy nie wiedzieć czemu chodzą cały czas wzdłuż jednej drogi nad morzem.

Autor: Ewa Damentka

Morska piana – 1

Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli i cieszyli się z wakacji. Zostawiali pieniądze w lodziarniach, pubach, kawiarniach, potem wracali do swoich hoteli i pensjonatów, by następnego dnia znów przyjść na deptak i spacerować nim, oglądając morze. Pamiętali przy tym, by codziennie zamieszczać relacje na Facebooku i Twitterze. Taki zwykły sposób spędzania wakacji. A morska piana rozpryskiwała się jak za dawnych lat, kiedy zamiast deptaka była mała ścieżka. Pewnie będzie się rozpryskiwać o nadmorskie skały również później, gdy deptak i kurort się znowu zmienią. Ciekawe, jak będą wyglądać za pięćset lat?

Autor: Ewa Damentka

Dźwięk gongu – 50

Dźwięk gongu rozbrzmiewał w powietrzu. Trudno było go ignorować. Jego wibracje pobudzały wszystkie zmysły. Niektórzy ludzie poddawali się temu wrażeniu. Płynęli z falą dźwiękową, która niosła w krainę nowych doznań. Inni, wręcz przeciwnie, budzili się, ich wzrok się wyostrzał, a oni z uwagą przyglądali się otoczeniu, jakby wszystko widzieli po raz pierwszy w życiu. Jakby na nowo poznawali świat.

Mnich obserwujący turystów uśmiechnął się. Te obrazy widział od dawna. Zawsze go cieszyły. Sądził również, że długo mu się nie znudzi obserwowanie, jak dźwięk gongu wpływa na ludzi. Wiedział, widział, słyszał i czuł, że gong ma dobry wpływ na ludzki organizm. Wszyscy w otoczeniu zdrowieją, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Pozwolił, by pałka jeszcze raz uderzyła w gong, po czym ją odłożył. Siłą rozpędu gong nadal rozbrzmiewał…, jego wibracje stopniowo wyciszały się… Potem nastąpiła cisza, którą wszyscy kontemplowali, jakby nikt nie chciał być tym, kto ją przerwie. Stary mnich z uśmiechem patrzył, jak grupki turystów w milczeniu rozchodziły się do swoich autokarów.

Autor: Ewa Damentka

Okruszek chleba – 42

Okruszek chleba leżał pomiędzy innymi okruszkami. Uniknął losu całej kanapki i nie wylądował w żołądku kobiety, która przed chwilą zjadła śniadanie. Jednak nie cieszył się długo wolnością, bo razem z pozostałymi okruszkami został wysypany na parapet. Wnet zjawiły się ptaki i stał się śniadaniem pewnego wróbelka.

Autor: Ewa Damentka

Chłopiec przyklęknął – 27

Chłopiec przyklęknął przed przerażonym dzieckiem. Złapał je za ramiona, przytrzymał i patrząc mu prosto w oczy, powiedział: „To nie przez ciebie. Pamiętaj, to nie twoja wina”. Dziecko drżało, aparat fotograficzny wysuwał mu się z rąk, a ono przerażone patrzyło na dwa samochody, które się przed chwilą zderzyły.

Chłopiec wyraźnie zły poparzył na gderliwego sąsiada, ale siłą woli zignorował go i skupił się swoim młodszym braciszku. Złapał aparat fotograficzny i stanowczo powtórzył: „To nie twoja wina”. Dziecko dalej stało nieruchomo, więc chłopiec przytulił go i miękkim głosem powiedział: „Nie jesteś winny temu, że samochody się zderzyły. To, że robiłeś zdjęcia, nie ma nic wspólnego z ich zderzeniem. Nasz sąsiad się myli. Chodź do domu. Tata i dziadek na pewno powiedzą ci o samo. To nie twoja wina”.

Ruszył do domu, zerkając na rozzłoszczonego sąsiada, który wycharczał: „Ty…, ty…”. Chłopiec wepchnął braciszka do domu i odwrócił się do sąsiada, pytając grzecznie: „Może chce pan porozmawiać z moim dziadkiem? Zaraz poproszę, żeby wyszedł do pana”. Sąsiad niewyraźnie coś odburknął i poszedł swoją drogą, a chłopiec wszedł do domu, żeby zaopiekować się przestraszonym braciszkiem.

Autor: Ewa Damentka

Czytelnik z pewnym ociąganiem – 54

Czytelnik z pewnym ociąganiem i widoczną niechęcią zamknął książkę. Nadal trzymał ją w ręku, gdy zobaczył, że wstaje dzień. Wkrótce słońce zalało całe pomieszczenie, a czytelnik umył się, przebrał, zjadł śniadanie i poszedł do pracy, cały czas mając przed oczami świat książki i bohaterów, o których czytał. Z pewnym żalem zobaczył, że z każdym krokiem te obrazy blakły i pojawiały się nowe – związane z pracą i obowiązkami. Jednak wiedział, że tak trzeba. Był przygotowany, zwarty i skupiony, gdy przekraczał drzwi biura. Wieczorem, w domu, znowu powróci do zaczarowanego świata czytanej właśnie książki.

Autor: Ewa Damentka