Okruszek chleba – 28

Okruszek chleba leżał pomiędzy innymi okruszkami, które spadły na trawę, gdy ludzie wytrzepali koc, na którym odpoczywali. Leżał pomiędzy źdźbłami trawy dość długo. Był bardzo malutki, więc przeoczyły go ptaki, myszy, mrówki i inne stworzenia. Całkiem dobrze zadomowił się na łące. Sielanka trwała do czasu pierwszej wielkiej ulewy, która nawiedziła łąkę i okolicę. Okruszek rozmiękł, wsiąkł w ziemię i zaczął kolejny, zupełnie niespodziewany etap swojego życia.

Autor: Ewa Damentka

Dźwięk gongu – 41

Dźwięk gongu rozbrzmiewał w powietrzu. Trudno było go ignorować. Jego wibracje zawsze były tak dojmujące jak teraz i pewnie zawsze będą. Trudno być obojętnym obserwatorem, gdy dźwięk przenika całe twoje ciało, nawet najdrobniejszą komórkę, gdy niesie i tuli, przywołując obraz opiekuńczych dźwiękowych fal, które uzdrawiają ciało i umysł.

Autor: Ewa Damentka

Okruszek chleba – 23

Okruszek chleba leżał pomiędzy eksponatami muzealnymi. Nie wiadomo, jak się tam znalazł, gdyż muzeum było starannie sprzątanie, a eksponaty znajdowały się za pancerną szybą. Były bardzo cenne. Ludzie z całego świata zjeżdżali się, żeby je podziwiać. Przy okazji okruszek czuł się ważny, bo gdy robiono eksponatom zdjęcie, on też był fotografowany.

Autor: Ewa Damentka

Okruszek chleba – 19

Okruszek chleba leżał pomiędzy tornistrami leżącymi na podłodze. Uczniowie zjedli już swoje ostatnie kanapki i z wytęsknieniem oczekiwali dzwonka kończącego dzisiejsze lekcje. Gdy wreszcie zabrzmiał, szybko złapali tornistry i wybiegli ze szkoły. Pora na obiad, a potem na zabawę.

Autor: Ewa Damentka

Dźwięk gongu – 36

Dźwięk gongu rozbrzmiewał w powietrzu. Trudno było go ignorować. Jego wibracje pobudzały i uspokajały jednocześnie. Czułam się, jakbym była w środku pulsującej przestrzeni, a kolorowe fale przepływały przez moje ciało. Dźwięk nie tylko przenikał, również otulał mnie i niósł. Miałam wrażenie, że czas stanął lub na moment stracił znaczenie. Jakby zawsze tak było i zawsze miało tak być. Teraźniejszość rozciągała się i zajmowała całą przestrzeń. Rozpuszczałam się w tym doznaniu. Jednakże jakaś cząstka mnie była przytomna i obserwowała z uwagą mnie i otoczenie. Gdy na chwilę otworzyłam oczy, zobaczyłam siedem nieruchomych sylwetek mnichów. Pomyślałam, że moja sylwetka pewnie też jest nieruchoma i nic nie pokazuje doznań, które są moim udziałem. Przyjęłam tę obserwację i zamknęłam oczy. Znowu byłam w dźwięku i sama byłam dźwiękiem. Gdy gong zamilkł, otworzyłam oczy i spokojnie rozglądałam się dookoła, uśmiechając się lekko do moich towarzyszy. Oni też odpowiedzieli mi spokojnych uśmiechem.

Autor: Ewa Damentka

Czytelnik z pewnym ociąganiem – 42

Czytelnik z pewnym ociąganiem i widoczną niechęcią zamknął książkę. Nadal trzymał ją w ręku, gdy poczuł się głodny. Na szczęście obiad był już zrobiony, wystarczyło tylko go podgrzać. Poczuł wdzięczność do mamy, która przygotowała ten posiłek i teraz, pałaszując go ze smakiem, spokojnie rozmyślał, jak fajnie byłoby żyć w świecie opisywanym w książce. Z pewnością czułby się w nim jak u siebie w domu.

Autor: Ewa Damentka

Okruszek chleba – 14

Okruszek chleba leżał pomiędzy klepkami w podłodze. Wpadł tam już dawno. I zaklinował się tak dobrze, że nie wyciągnęła go stamtąd żadna ścierka czy szczotka. Nawet odkurzacz nie dał rady. Okruszek z czasem zyskał dla towarzystwa inne okruszki i tak trwał w tym miejscu, poznając kolejnych właścicieli mieszkania, w którym urzędował. Dopiero generalny remont połączony z wymianą podłogi sprawił, że okruszek wreszcie zmienił miejsce zamieszkania – trafił najpierw do śmietnika, a potem znalazł się na wielkiej górze śmieci.

Autor: Ewa Damentka

Rozlewiska rzeki lśniły – 50

Rozlewiska rzeki lśniły w świetle księżyca. Srebrnym blaskiem oświetlone były również sylwetki kąpiących się nosorożców, słoni, zebr i antylop. Noc, upał i orzeźwiające chwile nad wodą i w wodzie. Jednocześnie prywatność, bo turyści biorący udział w safari zdążyli już zasnąć. Przez całą noc rzeka będzie tylko do dyspozycji zwierząt…

Autor: Ewa Damentka

Rozlewiska rzeki lśniły – 49

Rozlewiska rzeki lśniły w świetle księżyca. Srebrnym blaskiem oświetlone były również sylwetki kąpiących się… Malarka odeszła na chwilę od sztalug i przyglądała się swojemu dziełu. W pewnej chwili przymrużyła oczy, jakby coś oceniając. Zamyśliła się. Podeszła do obrazu, poprawiła w jednym miejscu cień, a w drugim dodała trochę księżycowego blasku. Znowu odeszła i przyglądała się długo swojemu obrazowi. Po chwili uznała, że dzieło już jest skończone. Umyła ręce, przebrała się i poszła na spacer. Pamiętała, żeby wziąć ze sobą szkicownik. Lubiła go mieć pod ręką, żeby notować pomysły na kolejne obrazy.

Autor: Ewa Damentka