Mała iskiereczka życia – 15

Mała iskiereczka życia pojawiła się dość nieoczekiwanie. Rozejrzała się dookoła, zadomowiła i zaczęła rosnąć. Przyniosła ze sobą radość i nadzieję. Kobieta, która długo nie mogła zajść w ciążę, podzieliła się dobrą nowiną ze swoim mężem. Oboje chuchali i dmuchali. Troszczyli się o małą iskierkę, aż dorosła i sama stała się potężnym płomieniem, który dzieli się swoją miłością i opiekuje się innymi, zarówno małymi iskierkami, jak i dużymi płomieniami. Dzięki temu ognisko domowe płonie, ogrzewa, daje i podtrzymuje życie. Dzieli się też miłością ze wszystkimi, którzy tego potrzebują.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Światła latarni – 45

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Migotliwy, mokry pejzaż cieszył oczy malarzy, poetów i romantyków. Przystawali, by chłonąć jego piękno. Inni ludzie przyspieszali kroku, żeby jak najszybciej znaleźć się w domach, w ciepłych, suchych pomieszczeniach, w ukochanych kapciach, z kubkiem kawy w ręku i rozkoszować się ciepłem płynącym z kominków lub kaloryferów.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Kiedyś dawno dawno temu – 72

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Z wielką radością przyglądały się tej scenie domowe skrzaty, które cieszyły się, że będą miały komu śpiewać kołysanki i kołysać do snu.

Z sympatią przyglądały się nowej rodzinie, która zamieszkała w ich domu. Od kilkuset lat pomagają ludziom, niezależnie od tego czy ich lubią, czy nie. Ta rodzina wydawała się ciepła, kochająca i dobra. „Pomaganie im będzie czystą radością” – tak rozmawiały ze sobą skrzaty, planując zadania i rozdzielając obowiązki.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Drewniana łódka – 53

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce łódka popłynęła w siną dal, zostawiając swojego marudnego, zrzędzącego właściciela z jego problemami. Odwiedzała wyspy, lądy i porty. Wróciła do domu po wielu latach. Okazało się, że jej właściciel wcale się nie zmienił, więc znowu go zostawiła i wybrała miejsce, w którym osiadła na stałe. Było jej dobrze. Zajmowała się tylko sobą i swoimi przyjaciółmi, których starannie dobierała.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Amazonka cieszyła się – 10

Amazonka cieszyła się galopem i wiatrem pieszczącym jej twarz i rozwiewającym włosy. Jej rączy koń też wyglądał na zadowolonego. Mijali właśnie kolejną łąkę, gdy zadzwonił telefon, a chwilę potem budzik. Pora wstać! Kobieta szybko otworzyła oczy, czuła jeszcze senne rozleniwienie, ale ono już się ulatniało. Szybciutko przypomniała sobie plan dzisiejszego dnia. Sporo zajęć. Wstała rześka i wesoła. Obiecała sobie, że kolejnej nocy znowu będziesz śnić, że jest amazonką i galopuje przez piękną zieloną dolinę.

dla Patrycji napisała Brzozowa Bajdulka

Na dnie szuflady – 67

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Młoda kobieta ze wzruszeniem oglądała pamiątki pozostałe po niedawno zmarłej babci. Zapytała swoją mamę, czy to ona podarowała babci kamyczek i fiołki, i kto jest na starej pożółkłej fotografii.

Mama odpowiedziała z uśmiechem, że te prezenty babcia dostała od mężczyzny, który próbował ją zbałamucić. Był bardzo przystojny, elokwentny i miał niecne zamiary, o czym babcia dowiedziała się zupełnym przypadkiem.

Trzymała te prezenty na pamiątkę, żeby zawsze pamiętać, że nie powinno się ulegać powierzchownemu pięknu. Zawsze należy sprawdzać piękno ukryte w sercu i podtrzymywać przyjazną więź wyłącznie z ludźmi o pięknym wnętrzu.

Zaglądała do tej szuflady po każdorazowej kłótni z dziadkiem. Przypominała sobie dawną historię i gniew znikał. W końcu to dziadek uchronił ją przed kompromitacją i być może olbrzymią tragedią.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Była sobie łąka – 71

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Kobieta powracająca ze spaceru przystanęła na chwilę i z zachwytem przyglądała się swojemu domowi.

Po przejściu na emeryturę zdecydowała się tu zamieszkać, z dala od tłumu ludzi i gwaru miasta. Było jej tu bardzo dobrze. Natomiast dopiero teraz zdała sobie sprawę z piękna, jakie ją otacza – niezwykłej urody łąka, cudowny dom, fantastyczna harmonia. Widoki, dźwięki i zapachy, które tworzą niezwykłą symfonię – i to jest jej świat. Jej prywatny raj na Ziemi.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Nitki babiego lata – 81

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki…

Początkujący poeta leżał na łące. Niczym pastuszek z obrazu Chełmońskiego bawił się fruwającymi nitkami babiego lata i wymyślał swój pierwszy wiersz.

Zapisze go w notesie, gdy wróci do domu.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Miasto widoczne było – 36

Miasto widoczne było z daleka. Jego wieżowce były bardzo stare. Mimo tego dobrze służyły mieszkańcom miasta, którzy przybyli tu niedawno. Nie wiadomo, co stało się z budowniczymi – miasto przez wiele lat było opuszczone. Mimo tego bezbłędnie działały wszystkie instalacje – dopływała woda, odpływały ścieki i działał prąd. Niezawodne były też lodówki, pralki, suszarki i telewizory. Trochę trudu zajęło przybyszom nauczenie się obsługi komputerów, które znajdowały się w każdym mieszkaniu. Początkowo nowi mieszkańcy zastanawiali się, jak to możliwe. Jednak szybko zarzucali szukanie odpowiedzi na to pytanie i oswajali się z miastem i jego udogodnieniami… Żyli, wypełniali miasto swoimi planami i swoją obecnością. A ono dostosowywało się do nowych lokatorów. I tylko krasnoludki, mieszkające w jego podziemiach, wiedziały, jak jest stare i ilu grupom ludzi dotąd służyło.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Wiosenny las – 59

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i śpiewał. Brał udział w zajęciach chóru. Był nieśmiały i przy ludziach nie potrafił wydobyć z siebie pełnego głosu. Więc przychodził do lasu i ćwiczył. Śpiewał coraz głośniej, mając nadzieję, że kiedyś z równą swobodą i odwagą zaśpiewa przed ludźmi, chociażby na cotygodniowych spotkaniach osiedlowego chóru.

Autor: Brzozowa Bajdulka