Amazonka cieszyła się – 17

Amazonka cieszyła się galopem oraz wiatrem pieszczącym jej twarz i rozwiewającym włosy. Jej rączy koń też wyglądał na zadowolonego. Mijali właśnie kolejną łąkę, gdy oślepiło ich jaskrawe światło. Koń z gracją przeskoczył nad niespodziewaną przeszkodą i oboje przekroczyli bramę między światami. Oślepieni jaskrawym światłem nie zauważyli, że przyglądali się im i uważnie przysłuchiwali dwaj mężczyźni siedzący pod wielką polną gruszą. Byli to Książę z Bajki i Merlin, którzy chwilę wcześniej przeszli przez inną bramę i też znaleźli się w tym dziwnym świecie. Gdy Aks i Kasztanek oddalili się, Książę z Bajki popatrzył pytająco na Merlina.

– Książę, nie wiem, co się dzieje. Mam nadzieję, że bezpiecznie dotrzemy do Szkoły Czarowania Babci Jagi.

– To jeszcze nie jest ten świat?

– Nie.

– A czy możesz też zaopiekować się tą księżniczką i jej gadającym koniem?

– Spróbuję, ale zapomnij, że jest księżniczką, najwyraźniej chce zachować anonimowość. Uszanujmy to.

– Anonimowa Księżniczka? – z niedowierzaniem zapytał Książę z Bajki.

– Tak…, chyba dlatego nazwała się Aks – uśmiechnął się Merlin.

– Aks?

– Myślę, że to skrót – trzy pierwsze litery. „A” – od „Anonimowa” i „ks” – od „Księżniczka”.

Interesujące…

– Weź z niej przykład i też wymyśl sobie pseudonim.

– KzB.

– Też skrót? Trudno go wymówić. Wymyśl coś innego.

– Więc Kazetbe.

– Mało romantyczne – skomentował Merlin.

– Ale praktyczne i dźwięczne. Poza tym kazałeś mi wziąć z niej przykład – zadziornie odpowiedział Książę z Bajki.

– Dobrze, więc teraz zapomnij o swoim imieniu i tytule. Wszystkim będziesz mówił, że nazywasz się Kazetbe – odpowiedział Merlin.

Książę z Bajki, czyli Kazetbe, ukłonił się z gracją i uważnie rozejrzał. Spojrzał z troską na czarne chmury, gromadzące się nad ich głowami.

Merlin machnął różdżką i tuż przed nimi rozłożył się na łące piękny dywan. Weszli na niego, a on uniósł się lekko w górę.

– Lecimy za tą dziewczyną i jej koniem, trzeba się nimi zaopiekować – powiedział Merlin.

Dywan ruszył w kierunku wskazanym przez czarodzieja, a Kazetbe uśmiechnął się z wielkim zadowoleniem.

Autor: Archiwista SC

Amazonka cieszyła się – 15

Amazonka cieszyła się galopem oraz wiatrem pieszczącym jej twarz i rozwiewającym włosy. Jej rączy koń też wyglądał na zadowolonego. Mijali właśnie kolejną łąkę, gdy oślepiło ich jaskrawe światło. Koń wyczuł przed sobą niespodziewaną przeszkodę. Przeskoczył nad nią z gracją. Pogalopował chwilę, potem zwolnił, wreszcie stanął. Nadal nic nie widział. Amazonka również. Koń pochylił łeb i skubnął trochę zielonej trawy. Odezwał się:

– Księżniczko, jesteś cała?

– Aks, Kasztanku, Aks. Proszę pamiętaj, że chwilowo wyrzekłam się imienia i tytułów. To bardzo ważne.

– Dobrze Aks, ale chyba nikt nas teraz nie widzi i nie słyszy. Łąka jest duża.

– Nie wiemy, gdzie jesteśmy. Nie widzieliśmy żadnej przeszkody, a jednak ją wyczułeś i pokonałeś.

– Prawda – mruknął Kasztanek – przepraszam.

– W porządku, tylko bądźmy ostrożni, licho nie śpi – pojednawczym tonem odpowiedziała Aks i poklepała Kasztanka po szyi.

Wzrok powracał stopniowo. Po kilku minutach widzieli już wyraźnie. Rozglądali się uważnie i z ciekawością. Byli zdziwieni, bo znajome lasy i łąki zniknęły. Nie widać też było wysokiej góry z zamkiem na szczycie i gospodarczymi zabudowaniami na zboczach. Niebo miało dziwną barwę.

– Co robimy? – zapytał Kasztanek.

– Ruszamy, rozejrzyjmy się. Pamiętaj, że nazywam się Aks. Poza tym lepiej w ogóle się nie odzywaj, bo nie wiemy, czy w tym świecie będziesz bezpieczny – szepnęła księżniczka.

Autor: Archiwista SC

Morska piana – 23

Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli, zajmowali się sobą i nie zauważali małej dziewczynki, która przycupnęła na skałach. Skuliła ramionka, jakby chciała się jeszcze bardziej zmniejszyć. Nerwowo rozglądała się dookoła, jakby się czegoś obawiała. Morska piana gładziła jej nóżki i ramiona. Czasami otulała, jakby chciała zasłonić ją przed światem.

Obok dziewczynki rozbłysło światło, którego spacerowicze też nie zauważyli i na ułamek sekundy pojawiły się olbrzymie dłonie, które podniosły ją i zabrały ze skalnego wybrzeża. Dziewczynka została przeniesiona do podmorskiego pałacu. Tam, w siedzibie Neptuna, czekali już na nią Merlin i Krasnoludek.

– Marysiu, niepokoiliśmy się o ciebie, na Ziemi teraz nie jest bezpiecznie – powiedział Merlin.

– Czemu uciekłaś? – zapytał Krasnoludek.

Dziewczynka była blada i trzęsła się.

– Nnnie wwwwiem, ccco sssię sssstałłło. Bbbyyyłam w sssali z innnnnymmi ucznnniammmi i nnnaaagle zzznalllaazłłłam sssię nnnna tttej ppplaży – wyjąkała.

Jedna z nereid przytuliła dziewczynkę i surowo popatrzyła na czarodzieja i Krasnoludka

– Nie widzicie, że jest przerażona? Dajcie jej odpocząć.

– Zanieśmy ją do Lustra Prawdy i Przeznaczenia – zaproponował Neptun.

– Czy to bezpieczne? – zaniepokoił się Krasnoludek.

– Chyba nie mamy wyjścia – mruknął Merlin.

– Bbboję sssię – trzęsła się Marysia.

Syreny zaczęły śpiewać kołysankę i dziecko zasnęło, rozluźniło się i z jego rączki wypadł czarny kamyczek z dziwnymi napisami.

– A co to takiego? – zapytał zdziwiony Krasnoludek.

– Lustro chyba nie będzie potrzebne – zauważył Neptun

– Tak, to robota Merlinka – odparł wściekły Merlin – chłopak przekroczył już granicę przyzwoitości.

Neptun położył Merlinowi rękę na ramieniu i rzekł:

– Rozumiem cię, ale zalecam ostrożność, umiar i dyskrecję. On nie może wiedzieć, że ty już wiesz, którą drogą zaczął podążać.

Merlin zacisnął zęby. Widać było, że nadal jest wzburzony.

Neptun kontynuował:

– Zostawcie u nas to dziecko, zaopiekujemy się nią. Wracajcie do szkoły, żeby chronić pozostałych.

Krasnoludek patrzył na Marysię z żalem i powiedział:

– Miałem nadzieję, że w Szkole Czarowania będzie bezpieczna.

– Na pewno będzie – odpowiedział Neptun – zadbacie o to.

Marysia spała w ramionach syreny, a jej buzia była rozluźniona i uśmiechnięta.

Merlin uspokoił się siłą woli i powiedział do Krasnoludka.

– Tutaj jest naprawdę bezpieczna. Wrócimy po nią, jak uporamy się z tym, co zaczęło wydarzać się w szkole.

Podniósł kamyczek z napisami, wyciągnął swoją różdżkę, machnął nią dwa razy i wraz z błyskiem światła otworzyło się przejście do Szkoły Czarowania. Przeszli do niej razem z Krasnoludkiem, a Marysia nadal spała. Syreny przeniosły ją do łóżeczka i otuliły kołderką utkaną z delikatnych miłych snów i dźwięków kojącej muzyki.

Tymczasem morska piana nadal wypatrywała na skalistym nadbrzeżu ludzi, którym Neptun i syreny mogliby pomóc.

Autor: Archiwista SC

Na marmurowym blacie – 68

Na marmurowym blacie leżała otwarta stara księga. Jej karty były pracowicie zapełniane przez kolejne pokolenia kronikarzy. Skrywała w sobie tajemnice cesarstwa, jego władców i ich rodzin. Zawierała długie opisy zwycięskich bitew i krótkie wzmianki o porażkach. A szkoda! Teraz jest pomnikiem chwały dawno nieistniejącego mocarstwa. Gdyby zawierała neutralne opisy codzienności, zwycięstw i upadków, to cesarstwo mogłoby istnieć do dziś, bo jego władcy uczyliby się na błędach swoich poprzedników. Księga żyje i czuje. Pewnie wie, że jej poprzedni właściciele odeszli w niebyt. Studiowałem ją przez ostatnie miesiące. Od pierwszej do ostatniej strony, szczelnie zapisanych drobnym pismem. Teraz przypatrujemy się sobie uważnie. Księga obserwuje mnie, a ja ją. Chyba mnie zaakceptowała, bo pogrubiała trochę i pojawiło się wiele nowych, czystych stron. Skorzystam z jej zaproszenia i zacznę spisywać na jej kartach losy naszej Szkoły Czarowania prowadzonej przez Babcię Jagę. Uwaga! Zaczynam…

Autor: Archiwista SC

Morze traw – 38

Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało. Wrażenie było tak silne, że Zyta wyciągnęła rękę do obrazu, żeby pogłaskać namalowane na niej łany dzikich traw.

– Uważaj – krzyknęła Kokoryczka, która już zdążyła przyzwyczaić się, że coś dziwnego dzieje się malowanymi przez nią pejzażami.

– Zyta, uważaj! – powtórzyła Jęczyduszka i rzuciła się, żeby powstrzymać Zytę przed dotknięciem pastelowego rysunku.

Udało się jej złapać Zytę za rękę, ale zrobiła to zbyt późno. Zyta dotknęła namalowanych traw i razem z Jęczyduszką zostały wciągnięte do obrazu. Obydwie znalazły się pośrodku bezkresnej przestrzeni i bezradnie rozglądały się dookoła.

– Co znowu zmalowałeś? – Merlin z groźną miną ruszył w stronę Merlinka, który przyglądał się tej scenie równie zaskoczony jak pozostali.

– Kokoryczko, czy skończyłaś malować już swój obraz – zagadnęła Babcia Jaga.

– Nie…, chciałam jeszcze dokończyć tło – odpowiedziała zmieszana Kokoryczka.

– To namaluj jeszcze dom, w którym dziewczyny będą mogły zanocować i przeczekać. Nie wiem, kiedy uda się nam je stamtąd wyciągnąć – poprosiła Babcia Jaga.

Kokoryczka dokończyła rysunek i zobaczyła, jak kolorowe plamki symbolizujące Zytę i Jęczyduszkę kierują się w stronę domu, którego czerwony dach i białe ściany zapraszały i dawały poczucie bezpieczeństwa.

Złota Rybka patrzyła zamyślona na obraz i szepnęła:

– Proszę namaluj jeszcze drugi rysunek, którzy przedstawia wnętrze domu. Przygotuj dla nich łóżka, stolik, krzesła, kuchnię i dobrze zaopatrzoną spiżarkę.

– No i domaluj tam telefon i komputer z internetem – dodał Głos.

Merlinek patrzył przerażony na pierwszy rysunek, z którego zniknęły postacie dziewcząt. Babcia Jaga dotknęła lekko jego ramienia. Gdy chłopiec przytulił się do niej ze szlochem, pogładziła go po głowie i powiedziała:

– Nie martw się, obydwie są już w domku, zobacz!

Chłopiec spojrzał na rysunek i odetchnął z ulgą, gdy zobaczył namalowaną Zytę i Jęczyduszkę, które zagospodarowywały się w swoim nowym domu.

– Ja… nie wiedziałem…., nie chciałem…, przepraszam – jąkał, wtulając się w Babcię Jagę.

„Merlinie, powstrzymaj swą złość” – Głos powiedział telepatycznie czarodziejowi – „tym razem to nie jego wina”.

– Co się stało? – zapytała Jagoda.

– Jeszcze nie wiemy – powiedział Merlin, patrząc surowo na Merlinka.

Potem popatrzył z powątpiewaniem na Kokoryczkę i zapytał:

– Czy masz jakieś pomysły?

– Taaaak – Kokoryczka – sięgnęła po kredkę i w domku dorysowała drzwi z napisem „Transporter – droga do domu”.

Zebrani popatrzyli na nią zdumieni, a ona dodała:

– Na szczęście pokazywałam dziewczynom mój ulubiony serial, czyli „Star Treka”.

Złota Rybka, Jagódka i Młody Adept rozluźnili się i uśmiechnęli. Starsi czarodzieje patrzyli zdziwieni, bo nie rozumieli, co to znaczy. Kokoryczka szybko namalowała pomieszczenie do teleportacji. Skończyła akurat w chwili, gdy Zyta i Jęczyduszka weszły do niego. Uśmiechnęła się, gdy Zyta podeszła do tablicy rozdzielczej i zaprogramowała ją.

Po chwili obie z Jęczyduszką znalazły się w pokoju.

– Co się stało? – zapytała Jęczyduszka.

– Nie wiemy – odpowiedziała Jagoda, która zmarszczyła brwi i uważnie przyglądała się Kokoryczce. Z podobną uwagą przyglądali się jej pozostali nauczyciele Szkoły Czarowania.

– Kochanie, chyba powinniśmy spędzać więcej czasu w twoim pokoju, czytać twoje książki i oglądać twoje filmy – zasugerowała Babcia Jaga.

– Serdecznie zapraszam – odpowiedziała Kokoryczka. Potem popatrzyła z żalem na swoje rysunki i dodała – nie wiem, co się dzieje, ale myślę, że na razie powinnam przestać malować.

– To nie będzie konieczne – skomentował Głos.

– Ależ to niebezpieczne – zaprotestowała Jęczydusza.

– Nie bardziej niż przejście przez drzwi – wyjaśnił Głos i dodał – nadchodzą ciekawe czasy. Myślę, że powinniśmy się nastawić na więcej niespodzianek.

„Ciekawe, co ty masz wspólnego z tą?” – pomyślał Merlin i surowo przyglądał się Merlinkowi, który puścił już Babcię Jagę i teraz stał cichutki jak trusia, udając że go nie ma.

„Tym razem nic, tylko mu się wydawało” – odpowiedział mu Głos.

„Możesz mi wyjaśnić, co się dzieje?” – zapytał Merlin.

„Chętnie, muszę jeszcze tylko sprawdzić parę rzeczy, a potem przedstawię tobie i Jadze moje spostrzeżenia”.

Zebrani uważnie przyglądali się pastelowym rysunkom namalowanym przed chwilą przez Kokoryczkę. Po chwili wszystkie straciły swoją holograficzną głębię i znowu stały się zwyczajnymi obrazkami.

Morze traw na pierwszym obrazie falowało, tak przynajmniej wydawało się patrzącym. Zyta przyglądała się pejzażowi z uśmiechem, ale tym razem już nie zamierzała go dotykać. Wzięła Jęczyduszkę za rękę i podziękowała jej za pomoc. Potem wszyscy udali się do kuchni, by zjeść solidny obiad. Dobry posiłek rzeczywiście przydał się po tak mocnych przeżyciach.

Autor: Archiwista SC

Drewniana łódka – 51

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce woda zaczęła chlapać na środek pokoju. Kokoryczka odskoczyła od sztalugi i z niedowierzaniem patrzyła na swój rysunek, z którego wylewała się woda. Do pracowni wpadł Merlin, mrucząc coś pod nosem i wykonując jakieś dziwne gesty. Za nim weszły Złota Rybka, Jagoda i Babcia Jaga. Babcia podeszła do rysunku i dotknęła go. Woda przestała się z niego wylewać, ale pastelowy morski pejzaż zmienił się. Nie przypominał już rysunku, tylko przestrzenny hologram.

Kokoryczka popatrzyła pytająco na Babcię Jagę, a wszyscy zebrani patrzyli pytająco na Kokoryczkę.

– Co to było? – pierwsza odezwała się Jagoda.

– Nie wiem – mruknął Merlin i, spoglądając na Kokoryczkę, dodał – jesteś pewna, że nie masz czarodziejskich zdolności?

– Chyba nie – odpowiedziała Kokoryczka.

– Też tak myślałam – odezwała się Złota Rybka, patrząc na nią z powątpiewaniem.

– Dziwne rzeczy się tu dzieją – skomentowała Babcia Jaga, udając, że nie widzi Merlinka, który schował się za szafą i usiłował powstrzymać wstrząsający nim chichot.

Merlin też zauważył chłopca i z zawziętą miną ruszył w jego stronę, ale zatrzymał się na znak dany przez Babcię Jagę.

– Kokoryczko – zagaiła Babcia – chodź z nami do biblioteki, a tymczasem Merlin zostanie w pracowni i sprawdzi, co się tu stało.

Babcia Jaga, mówiąc to, uśmiechnęła się, widząc przerażoną minę Merlinka. Pomyślała, że mały sprawi im jeszcze niejedną niespodziankę, a teraz musi sam zmierzyć się ze skutkami swych żartów. Posłała telepatyczny przekaz – „Merlinie, nie bądź zbyt okrutny”. Wkrótce nadeszła odpowiedź – „Jasne, że nie będę, ale trochę poudaję, przynajmniej na początku”.

Autor: Archiwista SC

Mróz malował – 44

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć, że nie tylko u mnie szwankuje centralne ogrzewanie. Inne okna, zwykle czyste i pokazujące wnętrza mieszkań, teraz też były zaszronione i tylko gdzieniegdzie pojawiały się małe kółeczka – wizjery wychuchane przez sąsiadów. Cóż, widok jest uroczy, ale jest zimno, a ja już przyzwyczaiłam się do miejskich wygód. Ciekawe, kiedy ogrzewanie zostanie naprawione?

Kokoryczka z wielkim zdziwieniem przeczytała tekst umieszczony na ręcznie iluminowanej karcie starożytnej czarodziejskiej księgi.

Pytająco popatrzyła na Babcię Jagę.

– To jeden z naszych najstarszych tekstów – powiedziała Babcia.

– To napisali czarodzieje? Trudno mi uwierzyć. Mógłby być pisany przeze mnie lub którąś z moich ziemskich koleżanek – skomentowała zdziwiona Kokoryczka.

– Fakt, niezbyt pasuje do innych notatek, które pozostawili nam przodkowie. W księdze jest jeszcze kilka takich niespodzianek.

– Czemu mi to pokazujesz?

– Kokoryczko, już wiele razy zaskoczyłaś nas. Mam nadzieję, że z twoją pomocą uda się nam rozwiązać zagadkę tych starożytnych przekazów.

– No, nie wiem…

– Mamy czas. Czuję, że już niedługo wydarzy się coś, co nam pomoże.

Babcia Jaga uśmiechnęła się do Kokoryczki i wyszła z sali. Kokoryczka tymczasem została w czytelni. Zaczęła kartkować starą księgę, szukając innych zaskakujących tekstów, tych o których wspomniała jej rozmówczyni.

Autor: Archiwista SC