Na sklepowej wystawie stał manekin ubrany, a drugi rozebrany. Stały i tak się na siebie gapiły. Jeden Pan Bóg wiedział, co sobie myślały.
dla Pawła napisał Andrzej
ćwiczenia literackie
Na sklepowej wystawie stał manekin ubrany, a drugi rozebrany. Stały i tak się na siebie gapiły. Jeden Pan Bóg wiedział, co sobie myślały.
dla Pawła napisał Andrzej
Dźwięk gongu rozbrzmiewał w powietrzu. Trudno było go ignorować. Jego wibracje spowodowały mrówki w moim brzuchu. Ciemnozielony mech wyrastający w uszach kolegi był bardzo śmieszny. Obraz, jaki widziałem w oddali, był jednocześnie zimny, ciepły, trzeszczący i bajecznie kolorowy.
Lubię palić te fajki. Dają wrażenie bycia tu i teraz oraz wrażenie nakładających się obrazów, nie wiadomo jakich i z czym związanych. Wibracja, drżenie, częstotliwość to podobno faza przejściowa. Dopiero po jakimś czasie zaczyna się prawdziwy odlot. Ból mięśni i kości po przebudzeniu się jest do zaakceptowania. No i do przodu.
Autor: Andrzej
Czytelnik z pewnym ociąganiem i widoczną niechęcią zamknął książkę. Nadal trzymał ją w ręku, gdy, nie zdając sobie sprawy, pogładził księgę. Była to stara książka, chropowata, trochę wilgotna i czuć było ją pleśnią. Wyczuwalna była jeszcze inna nuta zapachowa i czytelnik zastanawiał się, co mu ona przypomina.
Autor: Andrzej
Chłopiec przyklęknął przed przerażonym dzieckiem. Złapał je za ramiona, przytrzymał i patrząc mu prosto w oczy, powiedział: „To nie przez ciebie. Pamiętaj, to nie twoja wina”. Chłopak pocieszał malca, który ze łzami w oczach ufnie przyjmował słowa starszego kolegi.
Pocieszyciel miał na imię Paweł, malec Piotruś. Paweł wiedział, że musi uspokoić Piotrusia, by ten nie popadł w histerię. Po kilku minutach mały miał w rączce pysznego loda. Siorbał tylko od czasu do czasu noskiem. Patrzył z uwielbieniem na Pawła, a Paweł był dumny z tego, że malca uspokoił.
Paweł nie słuchał rad przechodniów, którzy podpowiadali mu, co powinien zrobić. On wiedział, że jedyny sposób na Piotrusia to smakołyki. Mimo że mały już się uspokoił, starszy chłopak przytulił go i pogłaskał po głowie.
Autor: Andrzej
Święta Nigdy uśmiechnęła się na widok przechodzącej obok niej pary. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, że uśmiechała się do kogokolwiek. Teraz mogła to robić, bo wyrwała się ze szponów niemocy.
A wcześniej było tak, że przechodząc obok szczęśliwych ludzi, Nigdy nie spoglądała nawet na nich, tylko wiała smutkiem i chłodem.
Autor: Andrzej
Morze traw sięgało aż po horyzont. Pod wpływem wiatru delikatnie falowało. Franek głęboko przeżywał szum traw. Pamiętał dzieciństwo i często do niego wracał myślami. Uwielbiał ten stan, a szum traw był z nim nierozerwalnie związany.
Autor: Andrzej