Okruszek chleba leżał pomiędzy kartkami w książce.
dla Janusza napisał Jorgos
ćwiczenia literackie
Okruszek chleba leżał pomiędzy kartkami w książce.
dla Janusza napisał Jorgos
Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do cukierni. Niedawno postanowiła nie jeść słodyczy, lecz uznała, że skoro tu trafiła, to zje ciasteczko, by nie przesadzić ze swym postanowieniem.
Autor: Danuta Majorkiewicz
Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli pomiędzy nimi Śmieszek i Dowcipniś – dwa krasnoludki. Byli niewidoczni dla otoczenia, ale ich nastrój udzielał się niejednemu. W sercach królowała radość, lekkość oraz dystans do siebie i świata.
Autor: Danuta Majorkiewicz
Chłopiec przyklęknął przed przerażonym dzieckiem. Złapał je za ramiona, przytrzymał i patrząc mu prosto w oczy, powiedział: „To nie przez ciebie. Pamiętaj, to nie twoja wina”, po czym zostawił je i pobiegł wzdłuż głównej ulicy. Zaczynało się ściemniać, ludzie zamykali już domy na klucz, jak zwykle o tej porze. Hałas zaczynał coraz bardziej przechodzić w tę okropną ciszę. Nikt nie wiedział, co tym razem zdarzy się na Mulholland Drive, i większość nie chciała tego wiedzieć.
dla Danusi napisała Daria
Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli swobodnie. Nigdzie się nie spieszyli. Byli na wakacjach i zamierzali dobrze wykorzystać ten czas.
Autor: Ewa Damentka
Dźwięk gongu rozbrzmiewał w powietrzu. Trudno było go ignorować. Jego wibracje poruszały i poruszają nadal. Gdy tylko przypominam sobie o tej przygodzie, to ciągle w niej jestem i ciągle ją przeżywam. Moja siostra przygląda się temu z pobłażaniem, bo nigdy nie wchodzi w tak silne odczuwanie. Ona obserwuje, myśli, analizuje i rozważa. Nie mam jej tego za złe. Lubimy się i uzupełniamy nawzajem. Ja jej mówię, kiedy ma być miła dla ludzi, a ona mi przypomina, kiedy mam być przytomna, konkretna i rzeczowa. Wyjątkiem jest gong. Gdy widzi, jak przeżywam jego dźwięk, to pozwala mi trwać parę minut w tej ekstazie, a potem mi przypomina, że znowu moja kolej na obieranie ziemniaków.
Autor: Ewa Damentka
Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki.
Ciepły sierpień jak piękny sen. Niebo złoto-różowo-pomarańczowe. Ciepłe, przytulne jak z dzieciństwa lalka szmacianka. Miesiąc dojrzały. Dostatni, ze stodołami sytymi i spiżarniami bogatymi. Winobranie. Nieśmiałe słońce na śniadanie. Przez gałęzie drzew na ziemię rzucane cienie. Barw jesieni filmoteka. I śpiewająca do ucha rzeka. Piękny sen.
Autor: Danuta Majorkiewicz
Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli, by z betonowego pomostu oglądać wpływające do portu statki. Z daleka widać było, że wszystko odbywa się jakby powoli. W ciągu godziny do portu wpłynęło osiem statków. O innej porze dnia statki nie wpływały do portu wcale. Statkom nie lubiły towarzyszyć mewy, więc w czasie, kiedy statki do portu nie wpływały wcale, liczba mew przy betonowym pomoście była znaczna.
Autor: Adam
Chłopiec przyklęknął przed przerażonym dzieckiem. Złapał je za ramiona, przytrzymał i patrząc mu prosto w oczy, powiedział:
– To nie przez ciebie. Pamiętaj, to nie twoja wina.
– Ale ja powinienem – chlipało dziecko.
– Nic nie musisz – łagodnie i stanowczo powiedział starszy chłopiec.
– Powinienem tam wejść – wyjąkał przerażony kilkulatek.
– Kto ci kazał?
– Tamten duży chłopak. Powiedział, że to przeze mnie, bo nie chciałem mu dać portmonetki.
– Co zrobił potem?
– Podpalił to i wrzucił tam mój plecak. Tata będzie się gniewał, jak wrócę bez niego.
– Nie będzie się gniewał. Obiecuję. Wiem.
Chłopiec przytulił młodszego braciszka, a wkrótce obaj znaleźli się w silnym uścisku męskich ramion.
– Jesteście cali, chwała Bogu – wyszeptał ich ojciec, tuląc ich do siebie jak największy skarb.
W tym czasie strażacy zaczęli gasić płonącą altanę, a policja legitymowała podpalacza zatrzymanego wcześniej przez rozzłoszczonych przechodniów.
– Wracamy do domu – zdecydował ojciec
– Ale…, mój plecak… tam – malec łkał, pokazując płonącą altanę.
– Plecak nie jest ważny. Ty jesteś – odpowiedział serdecznie ojciec.
Zaraz potem wstał i trzymając malca za rękę, poszedł w stronę domu. Za chwilę dogonił ich starszy chłopiec, który zadzwonił już do matki, mówiąc, że odnaleźli z ojcem młodszego braciszka.
Autor: Ewa Damentka
Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli – kobieta o drobnej sylwetce i wysoki szczupły mężczyzna. Zapatrzeni w siebie żywiołowo dyskutowali. Widać było na odległość radość bycia razem.
dla Jurka napisała Danuta Majorkiewicz