Okruszek chleba leżał pomiędzy roślinkami na powierzchni wody. Oczywiście po pewnym czasie okruszek został zjedzony przez jakąś rybkę.
Autor: Adam
ćwiczenia literackie
Okruszek chleba leżał pomiędzy roślinkami na powierzchni wody. Oczywiście po pewnym czasie okruszek został zjedzony przez jakąś rybkę.
Autor: Adam
Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła. Drugie drzwi były jednak zamknięte. Wisiała na nich tylko kartka: „Przepraszamy. Czynne od jutra”.
Autor: Małgorzata
Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli odprężeni, wyluzowani. Odpoczywali po upalnych dniach. Oddychali z lekkością świeżym powietrzem o zapachu morza. Korzystali z atrakcji nadmorskiego miasteczka – eleganckich sklepów, licznych restauracji i ogródków piwnych. Słuchali koncertów kapel przybliżających muzykę różnych zakątków świata. Radosną, wesołą. Czerpali energię z bycia razem. Wyrównywały się proporcje pomiędzy całoroczną pracą i czasem wypoczynku.
Autor: Danuta Majorkiewicz
Chłopiec przyklęknął przed przerażonym dzieckiem. Złapał je za ramiona, przytrzymał i patrząc mu prosto w oczy, powiedział: „To nie przez ciebie. Pamiętaj, to nie twoja wina, że zrobiło się ciemno. Jest dzień a później noc. Nie trzeba płakać. Jak się wyśpisz, znowu będzie jasny dzień. Będzie słońce, śpiew ptaków, a na drodze ruch samochodów wzrośnie”.
Autor: Adam
Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli, by się odprężyć. Miejscowi odpoczywali po pracowitym dniu, turyści korzystali z wakacji. Turyści mają ten przywilej, że mają cały wolny dzień i mogą inaczej planować czas, niż osoby spacerujące po pracy. Wydaje się jednak, że obie grupy spacerowiczów uwielbiają lody.
Autor: Adam
Dźwięk gongu rozbrzmiewał w powietrzu. Trudno było go ignorować. Jego wibracje były przejmujące. Roznosiły się daleko i zapadały głęboko. Mocno poruszały. Nie pozostawiały człowieka obojętnym, tym bardziej, że był to dzwon uważności przypominający o konieczności skupienia uwagi. Miał donośny, aksamitny i kojący dźwięk. Wyznaczał czas pracy i odpoczynku.
dla Darii napisała Magda z Dachu
Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki…
Początkujący poeta leżał na łące. Niczym pastuszek z obrazu Chełmońskiego bawił się fruwającymi nitkami babiego lata i wymyślał swój pierwszy wiersz.
Zapisze go w notesie, gdy wróci do domu.
Autor: Brzozowa Bajdulka
Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli i oddychali głęboko. Morskie powietrze niosło ze sobą rozluźnienie i przestrzeń. Oczyszczało płuca, umysły i serca spacerowiczów.
Pewna staruszka przychodziła tu codziennie. Przypominała sobie chwile młodości, gdy wiele lat temu umawiała się na randki właśnie na tym deptaku. Z uznaniem myślała, że dobrze wykorzystała czas młodości. Nie o wszystkich przygodach opowiadała znajomych, ale przynajmniej ma co wspominać. Teraz korzysta z przywilejów starości, co też jest przyjemne.
Kobieta była pogodna i pogodzona z losem, upływającym czasem i swoim wiekiem. Spacerując, z sympatią i rozrzewnieniem przyglądała się młodym parom i w głębi serca życzyła im powodzenia.
Autor: Ewa Damentka
Chłopiec przyklęknął przed przerażonym dzieckiem. Złapał je za ramiona, przytrzymał i patrząc mu prosto w oczy, powiedział:
– To nie przez ciebie. Pamiętaj, to nie twoja wina.
– To moja wina. Gdybym zadzwonił po karetkę lub pobiegł po sąsiada, dziadek by wciąż żył – powiedział malec, po czym zaczął szlochać.
– Ja też miałem dziadka. Umarł dwa lata temu. On był dla mnie ważniejszy niż moi rodzice! Oni tylko pracują, a ja się w ogóle nie liczę.
– Dziadziuś zabierał mnie do ZOO i wesołego miasteczka, jeździliśmy razem starymi tramwajami, opowiadał mi bajki na dobranoc.
– Ale już nie cofniesz czasu kolego. Trzeba żyć dalej, a on pozostanie zawsze w twoim sercu i pamięci.
Po chwili obaj zaczęli płakać. Podeszła do nich matka Filipa. Kobieta przytuliła obydwu chłopców, ogromnie im współczując.
Autor: Sokolik
Morska piana rozpryskiwała się, gdy fale uderzały o skaliste wybrzeże. Chłodziła ludzi spacerujących nadmorskim deptakiem. Szli po to, aby spacerować, a także, aby wypić kawę lub zjeść lody.
Autor: Adam