Dźwięk gongu rozbrzmiewał w powietrzu. Trudno było go ignorować. Jego wibracje pobudzały i uspokajały jednocześnie. Czułam się, jakbym była w środku pulsującej przestrzeni, a kolorowe fale przepływały przez moje ciało. Dźwięk nie tylko przenikał, również otulał mnie i niósł. Miałam wrażenie, że czas stanął lub na moment stracił znaczenie. Jakby zawsze tak było i zawsze miało tak być. Teraźniejszość rozciągała się i zajmowała całą przestrzeń. Rozpuszczałam się w tym doznaniu. Jednakże jakaś cząstka mnie była przytomna i obserwowała z uwagą mnie i otoczenie. Gdy na chwilę otworzyłam oczy, zobaczyłam siedem nieruchomych sylwetek mnichów. Pomyślałam, że moja sylwetka pewnie też jest nieruchoma i nic nie pokazuje doznań, które są moim udziałem. Przyjęłam tę obserwację i zamknęłam oczy. Znowu byłam w dźwięku i sama byłam dźwiękiem. Gdy gong zamilkł, otworzyłam oczy i spokojnie rozglądałam się dookoła, uśmiechając się lekko do moich towarzyszy. Oni też odpowiedzieli mi spokojnych uśmiechem.
Autor: Ewa Damentka