Święta Nigdy uśmiechnęła się na widok przechodzącej obok niej pary. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, żeby ludzie w tak prosty sposób okazywali sobie uczucia, proste gesty, czułość, radość.
dla Magdy napisał Patisonek
ćwiczenia literackie
Święta Nigdy uśmiechnęła się na widok przechodzącej obok niej pary. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, żeby ludzie w tak prosty sposób okazywali sobie uczucia, proste gesty, czułość, radość.
dla Magdy napisał Patisonek
Niebo rozpogadzało się. Ciężkie chmury odpływały, odsłaniając słońce, które ozłociło ciemny las, a także osadę w jego środku. Mieszkający tam leśni ludzie wreszcie zobaczyli słońce i poczuli, iż coś w końcu ich wspiera i daje nadzieję na lepszą przyszłość. Tym samym z dawna niewidziane słońce wniosło w ich serce otuchę i nadzieję na lepszą przyszłość i zaczęło wypędzać goszczący z dawien dawna w ich życiu strach.
Autor: Juan Smuga
Ptasie trele rozlegały się wszędzie. Słychać je było w lesie, na łące, również w mieście – w mieszkaniach i biurach. Radosny świergot wywoływał uśmiech na twarzach przechodniów. Nawet śpiochy budziły się wcześniej i uśmiechały się same do siebie, gdy słyszały radosne dźwięki. Świat szykował się na wielkie święto – wiosna nadchodziła, a wraz z nią zielone liście, soczysta młodziutka trawa i przepiękne kwiaty.
Autor: Ewa Damentka
Święta Nigdy uśmiechnęła się na widok przechodzącej obok niej pary. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, żeby młodzi zakochani przytulali się do siebie na ulicy. Dziś, gdy święta Nigdy wyrosła z krainy Nigdy, sprawia jej radość patrzenie na szczęśliwych ludzi.
Autor: Danuta Majorkiewicz
Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do sali pełnej księżniczek. Ujrzały ją i bardzo ucieszyły się z kolejnej nowej osoby w Klubie. Wciągnęły ją w wir zabawy i dobrego humoru. Po paru godzinach wspólnej zabawy pożegnała się z nimi. Ciesząc się z mnogości nowych koleżanek, z uśmiechem wróciła do domu.
Autor: Danuta Majorkiewicz
Ptasie trele rozlegały się wszędzie. Słychać je było w lesie, na łące, również w mieście – w mieszkaniach i biurach. Radosny świergot zdawał się dobiegać zewsząd – z nieba, spod ziemi, z miejskich budynków i autobusów. Niewidzialni mali śpiewacy wypełniali przestrzeń swoimi trelami. Ludzie zaczynali myśleć o długich spacerach i powoli planowali wakacyjne wyjazdy.
Autor: Ewa Damentka
Ptasie trele rozlegały się wszędzie. Słychać je było w lesie, na łące, również w mieście – w mieszkaniach i biurach. Radosny świergot dobiegał do pomieszczeń przez otwarte okna. Trudno było się skupić na codziennych zajęciach, gdy myśli błądziły po ogrodach, łąkach i lasach, a nogi same rwały się do spaceru.
Autor: Ewa Damentka
Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…
Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i śpiewał. Brał udział w zajęciach chóru. Był nieśmiały i przy ludziach nie potrafił wydobyć z siebie pełnego głosu. Więc przychodził do lasu i ćwiczył. Śpiewał coraz głośniej, mając nadzieję, że kiedyś z równą swobodą i odwagą zaśpiewa przed ludźmi, chociażby na cotygodniowych spotkaniach osiedlowego chóru.
Autor: Brzozowa Bajdulka
Święta Nigdy uśmiechnęła się na widok przechodzącej obok niej pary. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, żeby zdobyć księżyc, a oni rozmawiali o planach podbicia Marsa i innych planet poza naszym Układem Słonecznym. Może jednak kiedyś taka wyprawa na Marsa się odbędzie?
dla Magdy napisała Małgorzata
Starannie wypastowana podłoga lśniła jak złoto i błyszczała jak lustro. Odbijały się w niej małe wróżki latające po pokoju. Trafiły tu przypadkiem i fruwały rozweselone, dziwując się, jaki piękny porządek potrafią utrzymać ludzie. Usłyszały ciężkie człapanie, pomieszane z szuraniem kapci, więc schowały się za meblami i pod łóżkiem. Zobaczyły postać starszej osoby w szlafroku, która zapaliła światło i długo wpatrywała się w pokój, jakby czegoś szukała. Wreszcie, kręcąc z niedowierzaniem głową, odwróciła się i wolno poczłapała z powrotem. Być może wróciła do sypialni. Ponieważ postać zapomniała zgasić światło, wróżki pofruwały jeszcze, bawiąc się, oglądając pokój i rozsiewając czarodziejski pyłek. Kilka z nich pofrunęło w głąb domu, żeby pyłek roznieść do innych pomieszczeń. Do sypialni wdmuchnęły go przez dziurkę od klucza, żeby nie budzić małżeństwa, które tam spało. Tym razem były spokojne i działały cichutko. Obiecały sobie, że będą tu wracać. Ciekawe też były, czy staruszkom spodobają się ich prezenty. Czy w ogóle zauważą, że czarodziejski, życiodajny pyłek znalazł się w ich mieszkaniu? Ciekawe wróżki nawet nie zdawały sobie sprawy, że tym, co szczególnie spodobało się im w tym mieszkaniu była starannie zapastowana podłoga. Warto tu przylatywać, choćby dla niej!
Pierwsze promienie wschodzącego słońca przywitały się z wypastowaną podłogą, a wróżki, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, odleciały do swojej krainy. Zachowywały się cichutko, żeby nie budzić domowników. Tymczasem starannie wypastowana podłoga nadal lśniła jak złoto i błyszczała jak lustro. Odbijało się w niej słoneczne światło. Ziemia budziła się. Była gotowa rozpocząć nowy dzień…
Autor: Brzozowa Bajdulka