Miasto widoczne było z daleka. Jego wieżowce jawiły się jak wycinanka, jak niemożliwe figury oraz obietnice czegoś nieznanego. Miały ostre krawędzie. Błyski światła na zamontowanych na fasadach płytach kryły tajemnice. To współczesne miasto pyszniło się błyskami złota na elewacjach, odbiciem chmur, gdzieniegdzie zaczynały błyszczeć neony, a dołem auta ciągnęły żółte lub czerwone wstęgi. Z wolna zmierzchało…
dla Andrzeja napisała Magda z Dachu