Starannie zapastowana podłoga – 42

Starannie wypastowana podłoga lśniła jak złoto i błyszczała jak lustro. Odbijały się w niej małe wróżki latające po pokoju. Trafiły tu przypadkiem i fruwały rozweselone, dziwując się, jaki piękny porządek potrafią utrzymać ludzie. Usłyszały ciężkie człapanie, pomieszane z szuraniem kapci, więc schowały się za meblami i pod łóżkiem. Zobaczyły postać starszej osoby w szlafroku, która zapaliła światło i długo wpatrywała się w pokój, jakby czegoś szukała. Wreszcie, kręcąc z niedowierzaniem głową, odwróciła się i wolno poczłapała z powrotem. Być może wróciła do sypialni. Ponieważ postać zapomniała zgasić światło, wróżki pofruwały jeszcze, bawiąc się, oglądając pokój i rozsiewając czarodziejski pyłek. Kilka z nich pofrunęło w głąb domu, żeby pyłek roznieść do innych pomieszczeń. Do sypialni wdmuchnęły go przez dziurkę od klucza, żeby nie budzić małżeństwa, które tam spało. Tym razem były spokojne i działały cichutko. Obiecały sobie, że będą tu wracać. Ciekawe też były, czy staruszkom spodobają się ich prezenty. Czy w ogóle zauważą, że czarodziejski, życiodajny pyłek znalazł się w ich mieszkaniu? Ciekawe wróżki nawet nie zdawały sobie sprawy, że tym, co szczególnie spodobało się im w tym mieszkaniu była starannie zapastowana podłoga. Warto tu przylatywać, choćby dla niej!

Pierwsze promienie wschodzącego słońca przywitały się z wypastowaną podłogą, a wróżki, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, odleciały do swojej krainy. Zachowywały się cichutko, żeby nie budzić domowników. Tymczasem starannie wypastowana podłoga nadal lśniła jak złoto i błyszczała jak lustro. Odbijało się w niej słoneczne światło. Ziemia budziła się. Była gotowa rozpocząć nowy dzień…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Święta Nigdy – 27

Święta Nigdy uśmiechnęła się na widok przechodzącej obok niej pary. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, że duże zakupy robi się raz na tydzień w dużym sklepie.

Kiedyś były kolejki i wielu towarów brakowało. Teraz produktów raczej nie brakuje, a kolejki są sporadyczne. Do robienia zakupów potrzebne jest jeszcze miejsce parkingowe.

To akurat jest fajne, że do bagażnika auta pakujemy rzeczy, które go wypełniają. Wtedy ma się wrażenie, że przejazd jest dobrze wykorzystany.

Dzisiaj mamy lodówki, a kiedyś były ziemniaki i komórki, w których trzymano zapasy żywności.

Autor: Adam

Ptasie trele – 38

Ptasie trele rozlegały się wszędzie. Słychać je było w lesie, na łące, również w mieście – w mieszkaniach i biurach. Radosny świergot dobiegał również z operowej sceny. Piękna wiosenna symfonia wzruszała i cieszyła słuchaczy. Również ja słuchałam tej symfonii i dziwiłam się, jak wiernie kompozytor oddał ptasie dźwięki i jak doskonale odegrała to orkiestra.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 97

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do śmierdzącej, zimnej i wilgotnej nory. Aż nią zatrzęsło i chciała od razu wyjść, ale zatrzymała ją myśl: „Skąd nora w centrum miasta? Przecież powinny być murowane ściany, a nie ziemia”.

Mimo wątpliwości nacisnęła klamkę, by jednak otworzyć drzwi i wyjść, gdy usłyszała śmiech i rozbawione głosy: „chyba nie dałaś się nabrać? Dobry hologram, prawda?”. Zabłysło światło i kobieta zobaczyła jasną, przestronną salę i pięknie ubranych ludzi, którzy przyglądali się jej z sympatią.

„Zapraszamy” – odezwała się jedna z kobiet i wyciągnęła rękę na powitanie. Zakłopotana młoda kobieta pomyślała, że jej strój nie pasuje do tego towarzystwa. Spojrzała z niepokojem na swoje ubranie, i zdziwiona zobaczyła, że zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Już nie miała na sobie dżinsów i znoszonego sweterka, tylko piękną suknię balową. Uścisnęła wyciągniętą rękę i z gracją weszła w głąb sali. Zagrała muzyka. Ludzie poruszali się w rytmie tańca, a kolorowe suknie księżniczek ładnie wirowały.

Autor: Ewa Damentka

Święta Nigdy – 26

Święta Nigdy uśmiechnęła się na widok przechodzącej obok niej pary. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, żeby kobieta na ulicy paliła papierosy. Nigdy się to jej nie podobało, jak jej matka paliła, idąc ulicą. Wstydziła się. Lecz z biegiem lat kategoryczność świętej Nigdy złagodniała i dziś ma dużo więcej tolerancji.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Święta Nigdy – 25

Święta Nigdy uśmiechnęła się na widok przechodzącej obok niej pary. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, że Nigdy uśmiechałaby się na widok obcych ludzi…

Niedawno jednak święta Nigdy spotkała proroka Teraz… I od tego czasu zaczęła zmieniać się na lepsze…

Autor: Jan Smuga

Ptasie trele – 37

Ptasie trele rozlegały się wszędzie. Słychać je było w lesie, na łące, również w mieście – w mieszkaniach i biurach. Radosny świergot budził, orzeźwiał, wytrącał z zaczarowanego snu, którym czarnoksiężnik omotał całą krainę, sprawiając, że jej mieszkańcy przestali myśleć samodzielnie i spełniali jego oczekiwania, wzajemnie się wyniszczając.

Teraz, słysząc ptasi śpiew, przytomnieli i zdziwieni rozglądali się dookoła, dziwiąc się, że świat wygląda inaczej, niż wtedy, gdy jeszcze byli przytomni. Powoli zaczęli go na nowo zagospodarowywać, naprawiając zerwane więzi i budując znowu wielką ludzką wspólnotę.

Czarodziej próbował dalej na nich wpływać, ale ptasi świergot niwelował skutki jego działań. Dziwiło go to, bo już dawno wybił lub wypłoszył wszystkie ptaki z tej krainy. Nie wiedział, że ptasie trele były czarem dobrej wróżki. Z każdego głośnika – ulicznego, kinowego, telewizyjnego, radiowego czy komputerowego rozlegały się uzdrawiające dźwięki.

Dobra wróżka przyglądała się temu, jak zmieniał się świat, którym znowu zaczęli rządzić ludzie. Kto wie, może jeszcze uda się odtworzyć środowisko naturalne i ptaki powrócą? Kto wie…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Ciemność zgęstniała – 71

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i zmianę decyzji co do jakości życia. Uznanie, że jest się wystarczająco dobrym i pozwolenie sobie na dobre życie. Uff, co za ulga. Czuć się szczęśliwym i czerpać radość z codziennych przyjemności, otwierając wewnętrzne przestrzenie na światło, by mogło się w nas mościć.

Autor: Danuta Majorkiewicz